Wings for Life Run ➽ 2018

wpis w: Bieganie, charytatywnie | 0
Wings for Life  Run 2016

Wings for Life to bieg, o którym się trąbi na wszystkich rynkach. Jeżeli się biega – to o nim po prostu chyba nie da się nie wiedzieć. Ja tę nazwę pierwszy raz usłyszałam w 2016 roku, niedługo po tym jak zaczęłam biegać – od Kasi – Crazy Endophins. Jeszcze wtedy kompletnie nie kumałam o co chodzi, ale pamiętam swoje zdziwienie tymi emocjami wylewającymi się z postów, tym zachwytem i to, że był to bieg charytatywny „inne niż wszystkie”. Całość wpłat jest przeznaczana na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym. Coś jeszcze było z tą metą, ale nie pamiętam co. Miałam za sobą dopiero kilka startów i dopiero uczyłam się wyłapywać te najlepsze. Ten zapisałam na liście must run.

Wings for Life  Run 2017
Bieg był co prawda na liście must run od wcześniejszej edycji, ale okazało się, że start w nim jest dość kosztowny – licząc dwóch biegaczy, dojazd, nocleg, żarcie na miejscu robiło się solidne kilka stówek do wydania. Zatem postanowiłam jako wstępniak, pobiec z aplikacją w telefonie – jednocześnie ze wszystkimi, a jednak sama, na swoim osiedlu. Aplikację zainstalowałam w telefonie, przetestowałam wcześniej (była opcja treningów) i czekałam na TEN dzień, kiedy wszyscy na całym  świecie startowaliśmy jednocześnie (w Polsce o 13:00). O tyle dobrze się złożyło, że nie zapisaliśmy się na bieg do Poznania, że borykałam się wtedy z bolesną kontuzją (ITBS i biodro). Bieganie we własnym tempie po osiedlu było bezpieczniejsze – bieganie w rozentuzjazmowanym tłumie mimowolnie wymusza to, że biegnie się szybciej. I wszystko było cudnie, biegło mi się fantastycznie i bez presji, dopóki telefon nie zaczął mi sygnalizować, że wirtualne auto pościgowe zaczyna mnie doganiać! Rany jak ja przed nim uciekałam! Akurat początek końca wypadł mi na podbiegu na wiadukt, mało ducha nie wyzionęłam, potem zbieg z górki na pazurki i… META. Przebiegłam około 9,5 km. I kurczę – naprawdę nie spodziewałam się, że bieg z aplikacją może wywołać takie emocje!!! 
Decyzja zapadła. Montuję w domu skarbonkę i nie ma zmiłuj – za rok lecimy w Poznaniu!!
Wings for Life  Run 2018
Do Poznania po pakiety pojechaliśmy dzień wcześniej, po okropnych przygodach z samochodem (kapeć, opona do wyrzucenia, potem okazało się, że dobrze, że złapaliśmy kapcia na samym starcie jeszcze w Łodzi, bo nie mieliśmy płynu chłodniczego i byśmy się zagotowali). Odbiór pakietów przebiegł bardzo sprawnie, popstrykaliśmy fotki, obejrzeliśmy auto pościgowe, pozachwycaliśmy się koszulkami, namierzyliśmy fajne miejsce do parkowania na następny dzień i poszliśmy na spacer na Maltę. Jakoś tak wyszło, że nigdy wcześniej nie byłam w Poznaniu… Gdyby nie ta przygoda z autem udałoby się więcej pozwiedzać, ale chociaż w ten sposób przyoszczędziliśmy nogi.

Na sam bieg przyjechaliśmy sporo wcześniej, żeby mieć czas na znajdowanie się ze znajomymi, fotki, lans i inne przydziałowe blogerowi rzeczy. Poszliśmy do stref startowych, bo mieli je zamknąć już pół godziny przed startem. Trochę się zdziwiłam, ale start był ze sporego placu, byliśmy ustawieni w dużą literę U i po prostu trzeba było zająć swoje miejsce wcześniej, potem już nie można się było przepchnąć, ani przejść przez barierki. To po pierwsze.
A po drugie…
 
To było to najważniejsze pół godziny. Wspólna rozgrzewka, muzyka, śpiewanie, fala utworzona przez osiem tysięcy par rąk – w tę i z powrotem, kilka razy, parę słów od Adama Małysza, od Tomka Walerowicza, telebimy, na których było nas widać z lotu drona, atmosfera zrobiła się naprawdę elektryzująca! Miałam dreszcze, łzy w oczach i czułam się częścią tego wspaniałego wydarzenia, tej wielkiej społeczności biegaczy, którzy biegną w szczytnym celu 😍
 
Nadeszła chwila startu – stałam jak zwykle blisko końca, ale jak na 8 tysięcy ludzi ruszyłam dość szybko – bramę minęłam około 5 minut od startu 🏃Potem tłok, tłok, tłok. Dobrze, że mam wprawę w bieganiu zygzakiem 😂
 
Przed biegiem na pytanie „jak biegniesz” rzuciłam żartem, że pierwsze 10 km biegnę na pełnej pompie, resztę do porzygu.
Żart był naprawdę żartem, ale w biegu rzeczywiście tak wyszło. Mało brakowało, a zrobiłabym życiówkę na dychę 😂 jednak słońce, wmordewind i podbiegi od 5 km to przeciwnicy, których nie można lekceważyć. A już na pewno nie Adama, który bezlitośnie dogania wszystkich prędzej czy później 💪
 
Gdy byłam na 12. km zadzwonił do mnie mąż, że auto pościgowe jest blisko. Patrzę zdziwiona na zegarek, liczę i wychodzi mi, że biegnąc w tym tempie meta powinna mnie dopaść na 15. km. Hmm… biegnę nadal ile sił, słyszę sygnały, widzę rowerzystów, zaczynają wyprzedzać mnie ludzie biegnący tak, jakby ich niedźwiedzie goniły! Oglądam się za siebie i… meta. Ale jak to? 12,57? Już? Whyyyyyy…
 
Wracamy. Autobusu nie widać, a jak widać to tak przepełniony, że szpilki by się nie dało wepchnąć. Zdzwaniamy się z koleżanką, wracamy do niej na 10. kilometr. Tam czekamy na transport, dość długo, bo autobusy po odblokowaniu ruchu ulicznego w mieście jadą dłużej niż przy pustych ulicach. No nic. Na szczęście w autobusie czeka na nas woda, ufff…Wracamy na plac, z którego startowaliśmy, dostajemy nasze piękne medale 😍

 
To było niesamowite… Idziemy teraz wszyscy na after, czyli wielkie żarcie burgerów :)
Wings for Life  Run 2019

Oczywiście zaraz po powrocie do rzeczywistości założyłam kolejną skarbonkę na następny bieg, który odbędzie się 5 maja 2019 r.. Zapisy już zostały uruchomione – nie zwlekaj, zapisz się! Gwarantuję Ci, że przeżyjesz naprawdę wyjątkowe emocje.

Tu kliknij by się zapisać ☛ KLIK

 

I na koniec – bardzo ważna uwaga.

Gdy już staniesz na starcie, a masz zwyczaj biegać z muzyką w słuchawkach – nie ustawiaj głośności na max. Razem z nami biegaczami przed metą będą uciekać ludzie poruszający się na wózkach – gdy robi się ciasno krzyczą LEWA (lub prawa) WOLNA!!!, żeby móc przejechać, musisz ich słyszeć dla ich komfortu i swojego bezpieczeństwa, Rozpędzony wózek jadący z górki może nie wyhamować i wjechać Ci na nogi. Ustąp im miejsca!

Do zobaczenia w maju!!