See Bloggers Łódź

wpis w: Relacje, Spotkania | 0

 

Mój pierwszy raz

Z założenia unikam tego typu spędów, bo źle się czuję w ogromnym tłumie, który pozostaje w ciągłym ruchu. Owszem, uczestniczyłam wielokrotnie w zlotach scraobookingowych, ale tam można się było zaszyć na kilkunastoosobowych warsztatach z dziewczynami, które w większości znałam choćby z przestrzeni blogowo – forumowej (taak, dawno dawno temu fora funkcjonowały tak wspaniale jak teraz grupy na fb).

Informacje o tegorocznym #BCPoznań kompletnie zignorowaliśmy, pierwsze wzmianki o See Bloggers też. Potem gdzieś mi przemknęła informacja, że See odbywa się tym razem w Łodzi, nie w Gdyni. Część ludzi się ucieszyła, część nie. Ja się ucieszyłam i to nawet bardzo, bo to fajna akcja promocyjna dla miasta Łodzi. Ale nadal w ogóle mnie to nie brało. Zaczęło dopiero wtedy, gdy okazało się, że zaproszenia dostało mnóstwo znajomych. I na dokładkę wydarzenie to miało się odbyć w moim ulubionym EC1… No ale nic, trzeba brać konsekwencje swoich decyzji na klatę…

Organizatorzy chyba jednak wyczuli, że jest kilku blogerów w Łodzi, którzy coś przegapili i zrobili dodatkowy nabór. Tym razem wysłaliśmy zgłoszenie, w którym trzeba było napisać, dlaczego to właśnie ja mam dostać zaproszenie. Och, jak ja nie cierpię takich weryfikacji… Napisałam i z niecierpliwością czekałam na odpowiedź. Trzeba przyznać, że trochę nas przetrzymali – mail przyszedł chyba 10 dni przed samą konferencją.

No i się zaczęło. Przede wszystkim “w co się ubrać na Galę??” Co też się działo na grupie, hohoho :D Wieczorowa suknia i garnitur?! Czy może jednak trampki? Kolejną rzeczą, która już na wstępie mnie zadziwiała niepomiernie, to hurtowe wrzucanie linków do swoich kanałów różnych maści. No, ale przecież blogerską sprawą jest zaprosić do siebie jak najwięcej czytelników.

Do festiwalu pozostało kilka dni, udało mi się zapisać na cztery warsztaty (co wcale nie było takie proste i oczywiste, to było dosłownie polowanie), zaplanowałam też na które zajęcia na Scenie Twórców chcę pójść. Pojechałam nieco wcześniej, by się zarejestrować, rozejrzeć co i jak. I to było dobre. Po odebraniu wielkiej torby i wstępnej porcji ulotek / gratisów wyskoczyłam, by zostawić to wszystko w aucie. Była co prawda szatnia z szafkami, ale działała tylko na 2-złotówki.

Po wstępnym ogarnięciu się w tej przestrzeni, spotkaniu pierwszych znajomych, udałyśmy się na Scenę Twórców. Pierwszy wykład w którym uczestniczyłam to statystyki i społeczność (dla mnie wybór jest prosty), potem ze szczególną uwagą posłuchałam co ma do powiedzenia Charlize Mystery, która bloguje już 10 lat (tak jak ja). Tylko to jedno nas łączy, cała reszta nas różni ;)

Potem pobiegłam na zajęcia z fotografii – smartfon vs bezlusterkowiec (Olympus). Spodziewałam się większej porcji przydatnych dla mnie informacji, przede wszystkim co zrobić, żeby moje zdjęcia z telefonu były nieco lepsze, ale generalny przekaz prelekcji był taki, żeby zrobić porządne zdjęcia porządnym aparatem, korzystać najlepiej z RAWów i nauczyć się obsługi Light Room. Czyli nic dla mnie. Potem – wywiad z cudowną Kasią Nosowską (IG na tłusto, czyli Katarzyna Nosowska na Instagramie) – tego nie muszę chyba rekomendować, hmm? :D

O 17:30 miałam zaplanowane coś, na co bardzo się cieszyłam, a mianowicie wycieczkę po Elektrowni. Choć byłam tu już wiele razy, to nadal nie widziałam przecież wszystkiego i nadal mnie to bardzo interesuje. Relacja fotograficzna będzie w osobnym pościku.

Po wycieczce ziuu do domu, szybki prysznic, zmiana ciucha i z powrotem – na Galę #Hashtagi Roku 2018. No, może nie na samą Galę, bo to akurat ta część blogosfery, która absolutnie jest poza nami (nawet nie znamy niektórych nazwisk, ups), ale na pewno na koncert Kasi Nosowskiej i na samą imprezę. To kolejna okazja by pogadać ze znajomymi sącząc wodę / red bulla / wino / drinka, podziwiając kreacje, bądź odwagę tych, którzy nie zdecydowali się na wtopienie w tłum i przyszli w trampkach.

Dzień drugi.

Nieco wymęczona intensywną sobotą, ale dość entuzjastycznie nastawiona już o 11:00 byłam na miejscu. I znów się zaczęło – spotkania, uściski, zaległe zdjęcia, niezrobione poprzedniego dnia… Trochę lepiej przyjrzałam się stoiskom, których było całe mnóstwo – oferujących różne drobne prezenty za zrobienie zdjęcia i opublikowanie ich w social mediach, serwujących przekąski i napoje…

Tak, stoisk było mnóstwo. Jak dla mnie – co najmniej o połowę za dużo, do niektórych w ogóle nie zajrzałam, bo nie jestem lwem konkursowym i łowcą nagród, najczęściej można było mnie znaleźć w okolicach Piątnicy – serwowali fantastyczne przekąski – lody, koktajle, deserki na bazie twarogu, pyszności!

Nakarmieni mogliśmy z powrotem uderzyć na prelekcje. Zapisana byłam na “Social media w słusznej sprawie” prowadzoną przez Omenę Mensah. Liczyłam na jakieś smakowite kąski związane ze strategiami dotyczącymi zbierania kaski na rzecz fundacji, ale – nic… Dowiedziałam się o koszulach modowych za kilkaset złotych projektowanych przez projektantów z najwyższej półki, celebrytach wspierających jej akcje… za dużo lansu, za mało wiedzy. Co ja mówię – żadnej wiedzy. Co ciekawe, gdy podeszłam do niej po wykładzie, żeby zamienić kilka słów na ten temat, próbowała mnie zbyć wciskając mi pieniądze dla fundacji, na rzecz której się udzielam (Fundacja Gajusz). Może nieładnie się zachowałam, ale zasugerowałam, by wsadziła te pieniądze do puszek stojących przy wejściu. Zdjęcia też nie chciałam sobie z nią zrobić. No nie umiem się lansować, zdecydowanie ;)

Moją potrzebę zdobycia jakiejś, jakiejkolwiek wiedzy na tym festiwalu uratował wykład Barbary Stawarz – Garcia. Miało być o porywaniu tłumów. Miałam się nauczyć co zrobić, by porywać tłumy do moich akcji charytatywnych… nie dowiedziałam się tego, ale dowiedziałam się innych ciekawych rzeczy. O tym jaki wpływ mają na nas social media, o czyścicielach internetu, o tym, dlaczego trzeba wyłączać dźwięki powiadomień z fejsbuka (wiecie, że nas uzależniają jak hazard?!) O tym, że informacje, które do nas docierają są filtrowane… O wojnach, o których nie mamy pojęcia, bo ktoś nie chce, żebyśmy je mieli… Mrocznie było, ale niezwykle interesująco. Prelegentka podała też kilka tytułów książek, które warto przeczytać.

A na deser, na sam koniec konferekcji – wystąpienie Jurka Owsiaka. Inspirujące, porywające i bardzo wzruszające. Popłakałam się po pachy… Z nim też sobie zdjęcia nie zrobiłam i żałuję bardzo.

Podsumowując.
Czy warto? Warto. Nawet blogerka taka jak ja, nie stawiająca na lans i milion lajków, nie planująca zarabiać na blogowaniu znajdzie coś ciekawego dla siebie. Wiedzę, inspirację czy znajomości. Ja akurat nie trafiłam z wykładami, ale z rozmów z innymi ludźmi wiem, że było dużo paneli ze sporą dawką wiedzy (o RODO też ;) Agenda do podejrzenia TUTAJ

Czego za dużo?

  • Stoisk. Jak już pisałam wcześniej – nawet jakbym chciała rzetelnie odwiedzić wszystkie, musiałabym to zrobić kosztem wykładów.
  • Plastiku. Wszystkie serwowane rzeczy były podawane w plastikowych jednorazowych opakowaniach, a porcje były malutkie. Ilości wygenerowanych śmieci były porażające.
  • Hałasu. Ale gdy w jednym miejscu zgromadzi się setki ludzi spragnionych rozmów – nie może być inaczej, ja nie jestem do tego przyzywczajona.

Czego za mało?

  • Strefy ciszy do odpoczynku i pogaduszek. Pech taki, że było zimno i padało, nie można było wyjść na zewnątrz, stały tam leżaki, z których można było korzystać. Co ja i tak zrobiłam pomimo deszczu, w niedzielę nastąpił taki moment, że bałam się, że mózg mi eksploduje.
  • Wody. Było mnóstwo fajnych rzeczy do picia i jedzenia, łącznie z rewelacyjną kawą od SAECO, ale nie było wody. Ja miałam ze sobą swoją niezawodną butelkę filtrującą, ale w kranach sterowanych elektronicznie była tylko ciepła woda…

Czego nie użyłam?
Notesu i długopisu :D Notatki robiłam pstrykając fotki ;)

Za co sobie dziękowałam?

Za to, że jednak podjęłam wyzwanie i zapisałam się na tę konferencję.
Za wygodne ubranie i przede wszystkim wygodne buty.

Dziękuję organizatorom, za ogrom włożonej pracy w to przedsięwzięcie. To co się działo, wymagało dużego zaangażowania i serca.

I wszystkim znajomym, których udało mi się wyściskać!

Czego żałuję? Że trwało to tak krótko…

Na zdjęciach (kolejność przypadkowa) wystąpili ze mną tacy oto Blogerzy – polecam do nich zajrzeć!
Zaniczka
BezArchitekta.pl
Pani Miniaturowa
Nieidealna Anna
Mam do powiedzenia
O, w.. morelę!
Marszowickie Pola
Krystyna Polek – Twardo na ziemi, miękko w chmurach
Pożeram Strony
Powoli Po prostu
Dizajnuch
Socjopatka
Agata Dźwiga
Wariacje nie zawsze na temat
Cooking Monster
Runoholic
i jedyna w tym towarzystwie jutuberka, moja ulubiona zresztą – Karolina Stopyra – Drycha

Do zobaczenia za rok!