Półmaraton Warszawski – Podejście Drugie

wpis w: Bieganie, Trening, Wyzwania | 2

Dziś mija dokładnie rok od dnia, w którym zaczęłam treningi do mojego pierwszego w życiu półmaratonu. Pamiętam swoje przerażenie podjętą decyzją i jednocześnie radość z podjętego wyzwania. Publicznie przyznałam się do tego dopiero dwa tygodnie później, najpierw sama musiałam się z tą myślą oswoić, bo wstępnie miałam wiele wątpliwości i obaw.

Teraz już wiem, że dystans półmaratonu mnie nie ugryzie, bo przebiegłam go kilka razy i że teraz – dopiero teraz tak naprawdę jestem gotowa do startu na tym dystansie. Fizycznie i psychicznie. Ten pierwszy start w Warszawie to było szaleństwo, dziś to wiem. Pobiegłam z kontuzją, oklejona plastrami, po nieprzespanej nocy, nakręcona adrenaliną, endorfinami, euforią i diabli wiedzą czym jeszcze. Na pewno ambicją. Chęcią sprawdzenia siebie i udowodnienia sobie (i innym chyba też trochę), że mogę, że dam radę. Dałam radę. Bolało jak cholera, bolało w trakcie i po. Miałam za małe buty, co wyszło na jaw dopiero w trakcie biegu i na długich wybieganiach już po połówce – straciłam 3 paznokcie i potem jeszcze ze dwa. Zakwasy nie pozwalały mi normalnie chodzić przez kilka dni po starcie, o bieganiu nie było mowy przez tydzień. Wydawało mi się wtedy, że tak ma być, że to normalne. Teraz już wiem, że przebiegnięcie półmaratonu nie musi tak boleć – przedwczoraj przebiegłam 20 kilometrów w śniegu, a dziś zakwasów nie mam prawie wcale, bo już jestem na tyle wybiegana, że moje nogi znoszą tyle kroków ze spokojem i bez kontuzji. Dziś mam już dobrze dopasowane buty. I znam siebie, umiem rozplanować siły bez patrzenia na zegarek i tętno. Wiem co mogę jeść podczas biegu, a czego nie. I wiem, że nie muszę robić życiówki, bo nawet będąc w końcówce stawki mogę mieć tę samą radochę na mecie – z samego faktu brania udziału w fantastycznej imprezie i pokonania dystansu.

Przez najbliższe 10 tygodni będę się przygotowywać do kolejnego półmaratonu w Warszawie. Mam zamiar zrealizować plan treningowy zgodnie z rozpiską – opracowany przez Piotra Książkiewicza. Nie wyśrubowałam sobie celu. Rok temu próbowałam zawalczyć o czas 2:15, co według niektórych moich znajomych wydawało mi się nieco przesadzone jak na debiut, ale ja nie słuchając dobrych rad oczywiście musiałam spróbować. „Prawie” się udało, bo czas miałam 2:19’57, ale okupiłam to kontuzją kilka dni przed startem i niepotrzebnym bólem. Teraz ustalam sobie ten sam cel, co rok temu – czas 2:15 i mam nadzieję, że się uda bez przygód (tych nieprzyjemnych oczywiście).

Natomiast najważniejsze jest jednak to, co robię przy okazji tego biegu od listopada ubiegłego roku – zbieram pieniądze dla Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Rejestrując się na bieg dwa miesiące temu wymyśliłam, że spróbuję uzbierać tysiąc złotych. Znów byłam pełna wątpliwości – uda się? Czy nie? Czy to dużo – czy mało? Zbiórka zastartowała 12 listopada, a 4 stycznia na koncie było już 1020 zł. Udało się zrealizować pierwszy cel! Było to dla mnie duże wyzwanie, bo bardzo się wstydzę prosić o pomoc, a o pieniądze to już w ogóle wcale nie umiem – ale uwierzcie – jeżeli prosi się o pieniądze dla kogoś, dla skrzywdzonych dzieci – jest łatwiej! Dostałam dużo ciepłych słów i wsparcia od bliskich, i nie tylko. Jest to też dla mnie ważne doświadczenie, dzięki któremu bardziej rozumiem i doceniam trud i pracę wkładaną we wszelkie zbiórki, akcje charytatywne. To jest ciężka praca, w którą trzeba włożyć mnóstwo wysiłku – nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. Trzeba znieść odmowy, ignorowanie tematu i robić swoje dalej.

Więcej na ten temat do poczytania w linku poniżej, a wszystkich chętnych do wsparcia wybranego przeze mnie celu zapraszam tu ==>>> klik.

#biegamdobrze

Na zakończenie tego wpisu zadam to samo pytanie, co rok temu:

Pokibicujecie mi w tych przygotowaniach?

Pozdrawiam Was cieplutko :**

  • Będzie dobrze :) Półmaraton jest fajny, jeśli się człowiek dobrze przygotuje. Jakoś bardziej lubię „połówki” iż 10km, bo w tym drugim wypadku nie ma zmiłuj się i od początku trzeba gnać, ile fabryka dała ;) A półmaraton trzeba rozplanować i biegnie się go na niższym tętnie – ewentualnie można samą końcówkę przyspieszyć :) Trzymam kciuki!

    • Dzięki, trzymaj! Na razie realizacja planu treningowego podlega dość luźnej interpretacji ze względu na wszechobecne lodowisko, ale staram się jak mogę :D