Półmaraton Szakala dookoła Lasu Łagiewnickiego

wpis w: Bieganie, Relacje | 13

Nie wiem kiedy i w jakich okolicznościach usłyszałam pierwszy raz o Półmaratonie Szakala dookoła Lasu Łagiewnickiego, ale już sama nazwa mnie zaintrygowała. Świeżynką jeszcze będąc w łódzkim świecie biegowym nie miałam pojęcia co to „Szakale Bałut”. Ale jako fanka Łagiewnik zainteresowałam się biegiem. Dowiedziałam się, że jest trudny. A nawet bardzo trudny.

A zatem planuję go pobiec.

Zapisałam się. Dostałam świetny numer: 10. Co jednak z przygotowaniem do tak trudnego biegu? Monika mówiła – przysiady rób. Ale przecież żeby biegać – trzeba biegać. Żeby nauczyć się biegać po lesie – trzeba biegać po lesie. A ja mieszkam w betonowej dzielnicy… Do lasu daleko i sama się boję. Korzystam z każdej okazji bo pobiegać po lesie, ale jest ich zbyt mało, warto by było też choć zapoznać się z trasą. Jest jednak na to rada – Szakalowi Biegacze organizują treningi – wycieczki biegowe, przed samym półmaratonem jest ich kilka. Rok temu, w pierwszy weekend października, wzięłam udział w takiej własnie wycieczce. 15 km, tempo konwersacyjne 6’30/km. Luuz, dam radę, przecież to „moje” tempo.  Nie wzięłam tylko pod uwagę terenu – mocno pofałdowanego, w końcu to bieg po Łagiewnikach, a nie tylko ścieżka dookoła stawu w Arturówku. Biegłam ostatnia, cała grupa na mnie czekała co kilkanaście minut. Na 11. kilometrze wywinęłam takiego orła ze zmęczenia, że do końca wycieczki miałam ochotę zapaść się ze wstydu pod liście. Pokornie przyznałam, że cienko u mnie z kondycją w takim terenie… Ale do półmaratonu były jeszcze trzy tygodnie, w kolejny weekend trasę pokonałam jeszcze raz ze znajomymi, przyjmując trochę inną strategię. Tempo 7’00/km, bez przystanków. Samopoczucie od razu było o wiele lepsze, a tę samą trasę pokonaliśmy w identycznym czasie jak tydzień wcześniej biegnąc 6’30 i robiąc przerwy odpoczynkowe. Wiedziałam już zatem jak mam pobiec docelowo. WOLNO. Nie wiedziałam jednak tego, że po tak intensywnym bieganiu spada odporność i łatwo o infekcję. Złapałam zapalenie płuc i o Szakalowym półmaratonie mogłam zapomnieć. Ledwo byłam w stanie dojść do łazienki.

Z perspektywy łóżka

Ja pobiec nie mogłam, ale ze strony Szakali padło pytanie, czy może jest wśród nas ktoś chętny do pomocy w organizacji biegu. Zgłosili się ochoczo obaj moi biegacze, czyli mąż i synek. Będąc już na końcówce choroby nie mogłam sobie odpuścić, by nie być tam choć na chwilę i zawiozłam ich autem na miejsce, przywitałam się z kilkoma osobami, rzuciłam okiem na piękno przyrody, pozazdrościłam, łzę uroniłam, zebrałam ochrzan od tego i owego, i myk – z powrotem do łóżka i gorącego rosołu od teściowej. Leżałam pod kocykiem, trzymając telefon w ręce i odświeżając co chwilę endomondo – sprawdzałam jak idzie moim znajomym, kibicując im gorąco, choć na odległość.

Z perspektywy wolontariusza

Chłopaki wrócili do domu zachwyceni. Synek zapowiadał od razu, że on uwielbia rozdawać medal i za rok też chce! Przywieźli mi swoje zapracowane medale, dostałam od nich jeden „awansem”. Miałam w planie zmierzyć się z Szakalowym półmaratonem za rok.. Ale kobieta zmienną jest i wymyśliłam sobie półmaraton w Krakowie, który odbywał się tydzień wcześniej. Relacja tutaj >> klik. Znając swój organizm i wiedząc, że dość długo się regeneruję, nie podjęłam się wyzwania, by biec dwie połówki tydzień po tygodniu. Ale znów – Szakale dały głos i zawołały mnie do roboty. Spakowałam synka, kanapki, herbatę do termosa i o 11:00 zameldowaliśmy się na odprawie. Było zimno, pokropił deszcz a atmosfera była fantastyczna. Idealny dzień na stanie w lesie i kibicowanie biegaczom na ósmym kilometrze! Spędziliśmy tam około dwóch godzin (nawet dokładnie nie wiem ile), a zaraz po sprzątnięciu naszych taśm pojechaliśmy kibicować finiszującym twardzielom.

A my razem jesteśmy tylko na jednym zdjęciu z Miśkiem (złapała nas Beata)

Foto: https://www.facebook.com/fotybeaty/

 

Rok temu na medalu był dzięcioł, w tym raoku trzmiel a za rok na medalu ma być wiewiórka, więc – muszę ją mieć! Ale chcę medalu dostać na pocieszenie czy za wolontariat. Chcę go wybiegać! I napisać relację z punktu widzenia biegacza :D

Od kiedy ruszają zapisy???

  • Ta Wasza rodzinna biegowa pasja jest niesamowita! <3
    I ja już wiem, że synek będzie biegaczem- jak jego rodzice :D

  • Brawo. Ja niestety po ostatniej chorobie zaprzestałam się ruszać. To już nie dla mnie pogoda i niestety w okolicy smród z dymów. Trzeba znaleźć alternatywę ;)

    • Cześć! Ja po zapaleniu oskrzeli, którego nabawiłam się w styczniu właśnie przez smog, zamieniłam treningi biegowe na treningi spinningowe na sali fitness. Powiem Ci, że byłam zaskoczona jak bardzo jazda na rowerku i odpowiedni trening interwałowy potrafi korzystnie wpłynąć na moją wydolność biegową! Przetrwałam w ten sposób najgorszy zimowy czas, smog i mróz, wiosnę zaczęłam bez żadnych strat kondycyjnych. Może też spróbuj??

  • Super! A jaki fajny kubeczek w nagrodę. Ja biegać nie lubię, moje płuca też. Wiem, że sport by je powiększył, ale jakoś leniuch jestem.

    • Kubeczek w tym roku jest genialny!! A jak biegać nie lubisz, to może nordic walking? To jest coś, co daje naprawdę dużo, i nie tylko nogom jak bieganie – wzmacnia całe ciało! I można przy tym gadać, więc można sobie urozmaicać czas gadając z przyjaciółką na przykład :D

  • Jesteś po prostu niesamowita i tyle w temacie. Przyglądam się Twoim osiągnięciom i samozaparciu i…podziwiam Yv :)

    • Renata – dziękuję!! A ja naprawdę po prostu staram się tylko robić coś fajnego, żeby życie mi nie przeleciało między palcami.. :D

  • Wolontowanie jest fajne :) Ale za rok my będziemy ścinać ścieżki :) :D Chyba :P