Poland Business Run Łódź 2016 – Relacja

Ledwie tydzień minął od ostatniej relacji biegowej, a już mam następną :) Dzisiaj po raz pierwszy w życiu wzięłam udział w biegu sztafetowym Poland Business Run w Łodzi. Był to bieg charytatywny (tu znajdziecie opis misji ==> KLIK) i to już dla mnie nie nowość, bardzo lubię biegać w jakimś wyższym celu, ale sztafeta to dla mnie rzecz niecodzienna.

Nasza pani kapitan, Ania, odebrała nasze pakiety startowe w piątek i były to zestawy naprawdę przyzwoite – zawierały wodę, koszulkę, numer startowy, agrafki, kilka reklam od partnerów / sponsorów, babskie kosmetyki, żelki – a wszystko to było schowane w poręcznym worku, z którego bardzo się cieszę, będzie ze mną jeździł na wszystkie biegi wyjazdowe:

DSC_4559
na zdjęciu brak koszulki, bo już wylądowała w pralce :)

Dziś (w niedzielę) spotkałyśmy się godzinę przed biegiem na miejscu startu. Szybka przebierka (tym razem już mi się nawet nie chciało szukać szatni) i już można było się cieszyć imprezą. Oznaczało to – selfies w ilości hurtowej, mnóstwo spotkań ze znajomymi, moc uścisków, okrzyków radości i całusów :)

DSC_4523_WP
Nasza „Wiewiórkowa” drużyna

Dookoła nas tłum płynął to tu, to tam, w rożnych kierunkach, ale wszystko było doskonale zorganizowane. Przez głośniki została podana informacja skąd startujemy, w którym kierunku biegniemy, skąd przybiegniemy, gdzie się zmieniamy. Na telebimie można było podglądać końcówkę biegu dla każdego biegacza, na innym wielkim wyświetlaczu pokazywały się po kolei nazwy drużyn i czas. Każdy wiedział co ma ze sobą zrobić.

DSC_4509
Tłum biegaczy – wszyscy w niemal identycznych koszulkach
DSC_4526
Strefa zmian – każda drużyna miała przypisaną literkę i startowała z odpowiedniego „boksu”, żeby uniknąć zamieszania.

Po odprawie kapitanów odbyła się rozgrzewka, zostawiłyśmy rzeczy pod opieką i powoli zaczęłyśmy się przemieszczać – pierwsza osoba na start, druga się przygotowywała do wejścia w strefę zmian, a pozostałe miały jeszcze czas na kibicowanie i cieszenie atmosferą, która była naprawdę gorąca – nie tylko z powodu (znowu) bardzo wysokiej temperatury. Ostatnie „namaszczenie”, dobre słowo, kopniak na rozpęd i – leć, drużyno!!

DSC_4525

Ania pobiegła jako pierwsza, Kamila zaraz się szykowała do zmiany, a ja, jako trzecia jeszcze miałam trochę czasu na kółko, pogaduszki, toi toi i te pe. Dość szybko jednak ustawiłam się w strefie zmiany, bo po pierwsze był tam cień, a po drugie chciałam popatrzeć z bliska jak ta zmiana przebiega. Stałam tam około 15 minut i zdążyłam się tak nakręcić dopingiem, okrzykami i tą atmosferą, że gdy zobaczyłam Kamilę wybiegającą z ostatniego łuku, to kolana mi się ugięły, nie wiedziałam co mam zrobić z butelką i w ogóle ze sobą. Aż mi się w głowie zakręciło. Wyszłam na środek, żeby mnie z daleka widziała, podała mi pałeczkę i w tym momencie uświadomiłam sobie po co na letnich treningach ze SklepBiegacza.pl ćwiczyłam starty na przykład ze stania tyłem do kierunku biegu. Ano po to właśnie, żeby wtedy, na tej sztafecie, umieć zrobić szybki zwrot i wyrwać do przodu. Noo, i wyrwałam w tempie 4:30, co musiało się zemścić. No i się zemściło, ale dopiero po 1,5km.  Pierwszy przebiegłam niesiona jeszcze tą zaaplikowaną adrenaliną i endofinami w czasie 5:39 ale potem już zwolniłam, bo znów zaczęło się to samo co tydzień wcześniej na Fabrykancie – głowa jak rozpalone żelazo (nie założyłam czapki, żeby mnie było widać z daleka), asfalt się kleił do butów, a w żołądku miałam lekkie mdłości. Do tego te zakręty, duużo zakrętów :) Do końca starałam się trzymać tempo około 6:10 gadając do siebie intensywnie, że przebiegłam kiedyś w upale i w tym tempie 10 km, i skoro raz to zrobiłam, to oczywiście, że teraz też dam radę!! Po drodze dziarsko wyprzedziło mnie dwóch kolegów z czwartej już zmiany, hm… trochę mnie to wyprowadziło z równowagi, ale motywacja wróciła szybciutko wraz z cieniem i na finiszu nie odmówiłam sobie przyjemności wyplucia z siebie całej resztki mocy – prawie do porzygu. Kasia rach ciach przejęła pałeczkę i poleciała :) A ja po złapaniu oddechu mogłam oddać się przyjemnościom związanym ze strefą fnishera, oraz pokibicować oraz pozającować na ostatnich kilkudziesięciu metrach Kasi i Agnieszce :)

DSC_4560
Ciasteczko, które dostawał każdy biegacz po mecie
DSC_4534
Jaglane raffaello, zrobione przez mojego męża, jako nagroda dla nas :)

Gdy ostatnia z nas, Agnieszka, dobiegła do mety i nasza misja została zakończona, kibicowałyśmy jeszcze innym biegaczom – a także beneficjentom poprzednich edycji Business Run. To był bardzo wzruszający moment, myślę, że nie tylko ja się popłakałam gdy przekraczali – przejeżdżali metę… Dla takich chwil warto żyć i biegać!

A na sam koniec – trzeba coś zjeść konkretnego! Po raz kolejny żarcie z auta na ulicy zdało egzamin – wegański burger buraczany od PapuVege był przepyszny!! Że nie wspomnę o kawie…

No dobra – pochwaliłam już chyba wszystko bardzo, to teraz trochę pomarudzę, bo było coś, co mi się nie podobało. Nie podobała mi się postawa ludzi. Przy okazji tego biegu, była prośba o przyniesienie zakrętek od butelek – dla Ziemka. Ja przywiozłam z domu kilkadziesiąt zakrętek i gdy podeszłam do pojemnika około godziny 10:00 , zobaczyłam, że… jest pusty… Wsypałam swoje zbiory zasłaniając w ten sposób ziejące pustką dno. Przez głośniki usłyszałam prośbę od organizatorów – po wypiciu wody z pakietów, po mecie – zdejmijcie nakrętki i wrzućcie do pojemnika. To takie proste… Po naszym zakończonym bieganiu, około 13:30 pozbierałyśmy z dziewczynami z ziemi trochę porozrzucanych butelek i zdejmowałyśmy nakrętki. W tubie było ciut więcej nakrętek niż na dnie, ale były też śmieci i butelki. Ludzie, czy naprawdę tak wiele wysiłku kosztuje odkręcenie nakrętki z butelki? Wstyd mi za to, co zobaczyłam, naprawdę… Pomaganie jest proste! Trzeba tylko chcieć.

Jeszcze kilka dni temu denerwowałam się tym biegiem, wczoraj nawet bardzo, tak bardzo, że miałam kłopoty ze snem. A dziś okazało się, że sztafeta to fantastyczna sprawa, wywołuje zupełnie inne emocje niż przy biegu indywidualnym. Dziewczyny z naszej drużyny są super i świetnie nam się ze sobą współpracowało. Mam nadzieję, że na mojej następnej sztafecie charytatywnej, która odbędzie się za dwa tygodnie też będzie tak fajnie – tym razem będę jedyną dziewczyną w drużynie!

Kopia DSC_1742-wp

P.S. Kamila podjęła się zadania, które wymagało dużo cierpliwości i doliczyła się, że na 252 drużyny łódzkie było tylko siedem kobiecych!

Pozdrawiam :D

  • Gratuluję udziału, ten bieg ma piękną inicjatywę także przebiegnięte kilometry liczą się podwójnie <3

    • Dziękuję! Te biegi charytatywne dają naprawdę wiele satysfakcji i radości :D

  • Ewcia jak Ty często biegasz! :) I nie mówię teraz o treningach. :) Pogoda wrześniowa mocno letnia, więc podziwiam, podziwiam. A ten bieg – świetna inicjatywa.

    • Ano tak jakoś znowu wyszło – jest tyle fajnych biegów, że nie sposób się oprzeć!! :D