Podsumowanie Biegowe #2016

wpis w: Bieganie | 0

Podsumowanie #12niecodziennych rzeczy, które mi się zdarzyły w ubiegłym roku już zrobiłam, czas na podsumowanie biegowe.

Moje biegowe postanowienie na rok 2016 nie było jakieś specjalne i wydumane – chciałam tylko wytrwać w systematycznym bieganiu cały rok. Pierwszy raz konsekwentnie wytrzymać z jakimś sportem dłużej niż tylko kilka marnych miesięcy. Gdy zaczynałam tak na serio biegać jesienią 2015 roku, byłam naprawdę przerażona tym co będzie jesienią i zimą, czy dam radę, czy pogoda mnie nie odstraszy, czy dotrwam do wiosny… Tymczasem okazało się, że najtrudniejszą porą roku dla mnie jest lato… Od zawsze wiedziałam, że jestem chłodnolubna, ale w sytuacji wzmożonego wysiłku fizycznego ta preferencja znacznie się nasiliła. Dwa biegi, w których poległam właśnie z powodu upału to łódzki Bieg Fabrykanta i Półmaraton Rock&Run w Jarocinie. Oba odbywały się przy temperaturze przekraczającej 30°C i w obu zrobiłam antyżyciówkę. Ale oba ukończyłam cała i zdrowa, bez interwencji lekarskich – odpuściłam wynik, a skupiłam się tylko na dobiegnięciu do mety.

To były dwa najgorętsze biegi, ale tylko z powodu temperatury. Jeżeli chodzi o atmosferę, najgorętsze są biegi charytatywne, a w tych wzięłam udział wiele razy. Bardzo ciepło wspominam każdy z nich – Bieg bez Barier w Poddębicach, Business Run (pierwsza w życiu sztafeta), PKO Biegajmy razem – sztafeta na stadionie AZS, Bieg Lasem Kraszewskim czy Bieg Gajusza. O tym ostatnim nie napisałam posta – właśnie to zauważyłam, a szkoda, bo bieg był szczególny. Pierwszy Bieg Gajusza był jednocześnie pierwszym moim biegiem charytatywnym, pierwszym za który dostałam medal, a więc i w drugim po prostu musiałam pobiec, pomimo grudniowego zimna, deszczu i błota po kostki :) W tym biegu wzięło udział ponad 350 osób – dusza śpiewa jak się widzi tyle osób z wielkim sercem, chętnych do pomocy.

Zajrzyjmy jednak do cyferek. Zrobiłam robotę i policzyłam, że w roku 2016 wzięłam udział w 30 rejestrowanych elektronicznie biegach, dwa niestety musiałam opuścić z powodu choroby, otrzymałam 18 medali. W sumie wybiegałam w nich dystans 222,19 km. Wydanej na to kasy nie liczyłam – dla swojego świętego spokoju ;)

Najlepsze moje czasy to:
5 km – 29:13 (City Trail, 14.02.2016)
10 km – 1:00:39 (14. Bieg Ulicą Piotrkowską Rossmann Run, 28.05.2016)
Półmaraton – 2:19:53 (XI Półmaraton Warszawski, 03.04.2016)

Wszystkie kilometry jakie wybiegałam przez cały miniony rok to dokładnie 1736,95 km. Dużo? Mało? Chyba tyle ile miało być :D

Najdłuższa przerwa w bieganiu – 16 dni, z powodu zapalenia płuc. Powrót do formy sprzed choroby zajął mi około 2 miesięcy i był to dla mnie czas bardzo trudny, każde bieganie było dla mnie solidną lekcją pokory…

Na dwóch rowerowych kółkach przebyłam 97 km, co jest niby niewielką liczbą, ale prawie wszystkie pokonałam na rowerze miejskim, który mamy w Łodzi dopiero od maja (własnego roweru nie posiadam niestety).

Na pieszo – 325,30 km, z czego po górach (Tatrach) około 150 km.

Zaczęłam też chodzić na cotygodniowe treningi organizowane przez SklepBiegacza.pl – prowadzone przez Mariusza Kotelnickiego – oprócz zdobytej wiedzy jak lepiej biegać, zyskałam też nowych znajomych, a naprawdę fajnie biega się w grupie! Takie treningi są organizowane w wielu miejscach w Polsce, zajrzycie tutaj: SBRT

W samej końcówce roku Dominik Runoholic powołał też do życia nieformalną grupę biegową #blogerzybiegają, w której składzie mam przyjemność być i biegać – za nami pierwsza drużynowa sztafeta, ale o tym w innym poście, bo ta miała miejsce już w bieżącym roku!

Ten rok był z pewnością najbardziej aktywnym rokiem pod względem sportowym w moim życiu i chciałabym, żeby tak już zostało – jak najdłużej się da!

Pozdrawiam wszystkich mniej lub bardziej zakręconych na punkcie biegania! Do zobaczenia na jakichś biegowych ścieżkach :D