II Poddębicki Bieg Bez Barier

wpis w: Bieganie, charytatywnie, Relacje | 4

Niedziela. Południe. Upał blisko 30ºC. Czemu nie wpadnę na pomysł, żeby spędzić ten czas leżąc na leżaku pod mirabelką? Bo nie, bo wolę pobiegać!

Drugi Poddębicki Bieg Bez Barier to jeden z najlepszych biegów, w jakich miałam okazję brać udział. Udział w nim zaplanowaliśmy już dawno, jednym z powodów dla których się na to zdecydowaliśmy był charytatywny cel (wspomaganie Fundacji „Obudzić Zmysły”) oraz połączenie wydarzenia biegowego z piknikiem rodzinnym.

Ja stawiałam na dobrą zabawę, dlatego dzień wcześniej pozwoliłam sobie nieco przycisnąć na porannym ParkRunie – to był mój trzeci bieg w tym cyklu, znów po kilkumiesięcznej przerwie a jak już pisałam kiedyś (klik klik), uznaję tę trasę za mój osobisty sprawdzian – to był mój pierwszy w życiu bieg zorganizowany z elektronicznym pomiarem czasu. Wynik poprawiłam o 1,5 minuty w stosunku do biegu styczniowego i 2,5 minuty w stosunku do pierwszego w październiku 2015 (tabelka tutaj klik). Bardzo zadowolona, ugotowana żywcem, bo upał nie odpuszczał, pojechałam do domu.

W niedzielę stawiliśmy się w Poddębicach o 9:25, atmosfera w Ogrodzie Zmysłów była już bardzo podgrzana – za pół godziny miały mieć miejsce pierwsze starty dziecięce, w których miał brać też udział nasz Junior. Zorientowaliśmy co i gdzie, ustawiliśmy się w najlepszym miejscu i czekaliśmy na start.

Start dzieciaków był poprzedzony dokładną instrukcją, jak i gdzie się mają ustawić, miały przeprowadzoną porządną rozgrzewkę, widziały dokładnie którymi alejkami parku biec, przed nimi jechał na rowerze „zając”. Po emocjonującym biegu każde dziecko dostało piękny ekologiczny medal, imienny dyplom, słodką bułkę, wejściówkę do ZOO Safari w Borysewie i mnóstwo gadżetów – smycze, odblaski, balony, piłki – istny raj :)

Sart biegu głównego na 10 km był zaplanowany na 13:00, więc mieliśmy trochę czasu, żeby się przebrać, zjeść, pokręcić po okolicy, pogadać ze znajomymi – wszystko na luzie i w przemiłej atmosferze. Punktualnie o 12:45 rozpoczęła się rozgrzewka dla nas – świetnie poprowadzona przez energiczną dziewczynę – wydaje mi się, że przez instruktorkę fitness. O 13:00 staliśmy na starcie przez piękną bramą Ogrodu Zmysłów – najpierw wyjechali zawodnicy na wózkach, a parę minut po nich – my.

1p3j7zqcdrv42

Tuż przed startem kolega mnie zaczepił – „jak biegniesz, na godzinę?”, na co odpowiedziałam „na komfort”, mając na uwadze lekkie zmęczenie po wczorajszym parkrunie, okropny upał, który mnie przerażał i… przeziębienie. Tak, przeziębiłam się, kichałam na potęgę i ogólnie czułam się jakoś tak – niewyraźnie. Na uszy założyłam słuchawki, żeby odciąć się od dźwięków świata zewnętrznego i poleciałam. Pierwsze 5 kilometrów w czasie niewiele ponad 30 minut, jak na skrzydłach, dawno mi się tak fantastycznie nie biegło! Drugą połowę już nieco słabiej, bo upał potężnie dawał mi się we znaki, ale nastrój nadal miałam doskonały, biegłam sobie równo, skoncentrowana, słuchając muzyki i bardziej zwracając uwagę na swoje dobre samopoczucie niż na tempo z zegarka.

13323836_1731879523717372_3691454988537489410_oI teraz uwaga, będą pochwały dla organizatorów. Zazwyczaj na biegach 10 km jest jeden punkt z piciem, około 5-6km a my dostaliśmy dwa „ekstra” – na początku trasy i pod koniec. Tak naprawdę ten dodatkowy punkt był tylko jeden, ale ustawiony tak sprytnie, że przebiegaliśmy koło niego dwa razy. Niedaleko tego dodatkowego wodopoju był prysznic – deszczownia, przez który przebiegłam radośnie jak dziecko. Tak, tak – wiem – to świetny pomysł tak się schładzać, jak się jest przeziębionym. Ale uwierzcie – wtedy o tym nie myślałam, byłam kompletnie zagotowana. Ostatnie dwa kilometry – klasycznie – przyspieszyłam, na metę wbiegłam radośnie, zmęczona ale szczęśliwa :)

DSCF0701

Bieg był bardzo kameralny, porównując z takimi biegami jak DOZ czy ROSSMANN w Łodzi – tutaj metę przekroczyło 310 osób. Co to dla mnie oznacza? Że nikt mi nie wbiega / wchodzi pod nogi, że mogę się skupić na biegu, na sobie, że mogę się odłączyć od bodźców zewnętrznych bez obawy, że na kogoś wpadnę. Że mogę oglądać pola i łąki, uśmiechać się do pana rolnika z grabiami, patrzeć w niebo zamiast nerwowo omijać slalomem zatrzymujących się współbiegaczy. Że fantastycznie mi się biegnie!

13392042_1731902767048381_5096407634385317891_oo

A oto medal – przepiękny! Może już jestem tendencyjna, bo wszystko mi się w tym biegu podobało, ale naprawdę uważam ten bucik za cudny :) A tu jeszcze do poczytania profesjonalna relacja, w której znajdziecie wyniki zwycięzców tego biegu =>> KLIK

  • No proszę, nawet upał nie odbiera Ci radości z biegania. Jest moc. Bardzo się cieszę. :-* Czy to moje wrażenie, czy tam u Was jest bardzo dużo biegów? :-)

    • A wiesz, że na tym biegu straciłam moc? Od tamtego czasu boli mnie lewe udo i ciężko mi się biega – bardzo źle znoszę te temperatury…
      Biegów wszędzie jest bardzo dużo – polecam stronkę http://kalendarzbiegowy.pl/ wpisz swój dystans i okolicę – na pewno znajdziesz coś fajnego :)
      Ściski!!

      • Ojoj, to niedobrze. Trzymam kciuki za poprawę. Mam nadzieję, że to minie samo. A tak się nie mogliśmy doczekać ciepełka, pamiętasz ten ziąb? :-) Dzięki za namiary. Sprawdzę co jest w mojej okolicy. Choć przyznam, że odkąd poszłam do pracy, o wiele ciężej mi się biega. No cóż, pracuję też na nogach. Ale może się przyzwyczaję.

        • na pewno minie, wszystko mija – a póki co biegam powoli, baaardzo powoli – nic na siłę. I wznawiam intensywne picie soku z buraka, bo być może znów mam nawrót anemii i może stąd też moje ogólne złe samopoczucie :) no i może w piątek się wybiorę zrobić nadanie krwi :)