Dolina Warszawska czyli Album Biegacza

wpis w: Albumy, Bieganie, Notesy | 22

Zanim jeszcze wzięłam udział w tej wielkiej imprezie w Warszawie, gdzieś mi mignął artykuł o depresji maratończyka. Myślę sobie – o nie nie, mnie to na pewno nie spotka. Bo przecież półmaraton to nie maraton, prawda?

Trzy miesiące się przygotowywałam do tego mojego najważniejszego biegu, pobiegłam, potem bardzo fajnie się czułam, do domu wróciłam o własnych siłach. Gdzie ta depresja? Ano dzień później, w poniedziałek. A właściwie po prostu koszmarne samopoczucie związane z wysiłkiem fizycznym i psychicznym, poczucie straty, że coś się skończyło. Coś fajnego…

Miałam wtedy dzień wolny – wzięłam urlop, bo przewidywałam, że chodzenie będzie utrudnione i siedziałam w domu. Leżałam też, to tu, to tam. Generalnie przewalałam się z kąta w kąt. We wtorek też. A normalnie przecież we wtorek biegam. Bolała mnie noga, jedna, druga i myśli jakieś takie dziwne zaczęły mi chodzić po głowie, że ta gęsia stopka to już mi na zawsze zostanie i już nie będę mogła biegać… Ciągle chciało mi się spać. W czwartek wyszłam na dwór sprawdzić czy umiem jeszcze biegać, ale ledwo wydusiłam z siebie 5 kilometrów. Jak to możliwe, że JA przebiegłam półmaraton?! Obejrzałam jeszcze raz zdjęcia, przeczytałam swój wpis – relację i doszłam do wniosku, że to ja jestem na tych fotkach, więc chyba jednak dałam radę. Ponieważ na 17 kwietnia miałam już od dawna zaplanowany bieg na 10 km – siadłam do komputera i ponownie wydrukowałam plan treningowy „10 kilometrów w 50 minut„. Dokładnie ten sam, który podarłam tydzień przed półmaratonem. Podjęłam decyzję, że do końca tygodnia odpoczywam a od następnego wtorku – do roboty. Pozostaje jeszcze kwestia decyzji dotyczącej wyboru kolejnego półmaratonu na jesień :)

Kropką nad i był albumik, który sobie zrobiłam jako nagrodę – albumik na numery startowe i różne notatki, zdjęcia i pamiątki.

Każdy start to dla mnie okazja do zadawania sobie pytań – po co biegam, co mi to daje? Co dają mi starty? Udział w tym masowych imprezach? Podczas pracy nad tym albumem właśnie o tym rozmyślałam. Zrobić fajny wynik jest dobrze, ale po drodze dzieje się tyle fajnych rzeczy w głowie… Tyle emocji!

A oto zdjęcia:

DSCF9079-wp

Zbliżenia na rzeczy ważne:

DSCF9080-wp DSCF9082_wp DSCF9085_wp DSCF9087_wp

DSCF9098_wp

A w środku – notatki, wycinki z gazet, numery startowe. Będą też zdjęcia.

DSCF9094_wp

DSCF9105 DSCF9106

DSCF9095_wp

A to następny numer, który zagości w albumie – ale dopiero po jutrzejszym starcie. Znowu będę Smerfetką :)
DSCF9103-wp

Proszę za mnie jutro trzymać kciuki! To mój pierwszy start na 10 km. Nie wiem jak to wyszło, ale mam „na koncie” same piątki i półmaraton – nic pośrodku :D

Zachęcam też do przeczytania wpisu Tomka, który niedawno przebiegł maraton w Paryżu, dopadła go depresja, ale szybciutko się z nią rozprawił.

Pozdrawiam!!

  • Ewa, ja tez chce taki album….

  • Ja od początku zbieram numery startowe, z namaszczeniem wsuwam do koszulek, do których trafiają też inne pamiątki z biegów, ulotki, foldery. I tak się na tym złapałem, że mniejsze wrażenie na mnie robią medale (są razem w jednym worze) a właśnie lubię numery biegowe. Niektóre dość sfatygowane. Za świętą obrazę uznałem, gdy w kilku biegach trzeba było oddać numer, żeby dostać posiłek. Mało tego, raz mi zabrali numer, żeby dać medal! I to w moim ukochanym biegu górskim w Wiśle! Złośliwcy, nieprawdaż?
    Trzymam jutro kciuki. Nie lubię „dych”, krótszych biegów też nie. Jak to kolega napisał: „nie lubię dych, bo trzeba od początku zap….”. W półmaratonie jest początek, rozwinięcie, zakończenie. A w dyszce? Cały czas w okolicach maksa i się człowiek modli, żeby wytrzymać do końca tych męczarni :)

    • No nie strasz mnie… Od wczoraj się zastanawiam jak tu sobie tempo rozplanować i wychodzi mi właśnie cały czas w okolicy maksimum, cholera…
      Co do numerów to właśnie – raz na biegu charytatywnym numer był zintegrowany z czipem i był wypożyczany (żeby obniżyć koszty) i musiałam oddać… Buuu… Medal mam, ale do albumu nie włożę :D

  • Świetny pomysł z tym albumem. A i zapis przygotowań na blogu i relacja to też wspaniała pamiątka. :-) Trzymam mocno kciuki za dyszkę. :-*

    • Dzięki! Dyszka udała się całkiem całkiem – myślę, że relacja będzie, kilka zdjęć mam :)

  • Kurde ale Wam fajne zaczynam zazdraszczać. Kiedyś taka ekipa sie jednoczyła na tzw. papierosku a teraz bieganie :D

    • A bo teraz taka fit-moda nastała :) A bardziej serio – człowiek w pewnym momencie swojego życia przestaje balować na dyskotekach do białego rana, ale apetyt na zabawę nie mija… No i trzeba znaleźć jakieś zastępstwo :)

  • Babok

    Myślę, że taki album musi sprawić wiele radości prawie jak kronika dziejów i podbojów :) Życzę Ci, aby przybierała na masie i wzbogacała o kolejne numery startowe wraz z niezapomnianymi chwilami. Cieszę się, że nie dałaś się depresji pasyjnej :) Czasami myślę o bieganiu, ale jeszcze częściej myślę, że szybciej bym się znudziła niż przebiegła choćby 5-tke lub choćby 1km. Mam dwie idealne wymówi a) nie mam z kim biegać b) jestem leniwa ;)

    • Kronika dziejów i podbojów – podoba mi się!! Powiem Ci coś, co Ci się nie spodoba. Też jestem leniwa i biegam sama jak palec – tylko na zawodach mam towarzystwo :) A co do nudy – ja się bronię przed tym słuchając audiobooków, zmieniając trasy – raz biegam w tę, raz we wtę, obserwuję co się zmienia w przyrodzie – dopiero co leżał śnieg a teraz jest zielono… No i tak dalej. Nie ma wymówek, haha. Biegaj!! :D

      • Babok

        Znalazłam nową wymówkę ;) nie mam butów do biegania ;) jedyne „sportowe” pseudo obuwie to tenisówki do jazdy na longbordzie, ale one są za twarde do biegania.
        Tak wiem, że to głupie. Kiedyś biegałam. W podstawówce i gimnazjum nawet na jakieś miedzy szkolne olimpiady jeździłam i potrafiła przebierać nogami, ale to było bardzo dano temu… od ponad dziesięciu żyje w trybie siedzącym pomijając deskę ;) ale to inna historia. Czuję, że powinnam zacząć biegać tak wewnętrznie nawet jeśli czasem myślę, że to głupie, ale podziwiam Was, że tak potraficie się przezwyciężyć i jeszcze do tego sprawia Wam taką frajdę, zazdroszczę trochę tego ;)

        • A ja myślę, że to wcale nie jest głupie, tylko zwyczajnie jeszcze nie poczułaś w swoim środku tego ukłucia „chcę. zrobię to!”. Może jutro, może za tydzień? Ściskam :D

  • A co to jest gesia stopa?
    Ewa- pełen podziw za to co zrobiłaś!! A ta „depresja” wynikała pewnie ze zmęczenia- to jest nie lada wysiłek i ciało musi się zregenerować :).
    Ja chyba mam właśnie tą depresję bo nie mogę dobrać butów biegowych. Jak śmigasz w fitessowych po bieżni jest ok a już druga para „biegowych” i rozwaliłam nogę :(. Nie wiem o co chodzi i mam doła plus bolącą nogę :(.
    ps. A z albumem świetna sprawa i pamiątka na lata! :)

    • „Gęsia stopka” jest to łącznotkankowa taśma ścięgnista, która została utworzona przez ścięgna mięśni: półścięgnistego, smukłego i krawieckiego. Taśma ta wyglądem przypomina błoniastą stopę gęsi – stąd nazwa schorzenia. Ból umiejscawia się po przednio-wewnętrznej stronie kolana (ok 4-5 cm poniżej szpary stawowej)”
      Tyle anatomia a z życia – boli jak jasna cholera :)
      A co się dzieje z Twoimi nogami? Byłaś o jakiegoś fizjo? Czy buty dobierałaś sama, czy miałaś badanie? A jeżeli biegasz w zwykłych fitnessowych, to może przy takich pozostań? Aha, i jeszcze jedno pytanie mam – lubisz biegać na bieżni? Ja próbowałam raz, właśnie podczas badań i po minucie miałam takie zawroty głowy, że prawie z niej spadłam :(

      • No właśnie problem się pojawił jak zaczęłam testować profesjonalne buty- dobrane przez „speców” :/. Tak, ja głównie oswoiłam bieganie na bieżni bo nie mam ani czasu a ni gdzie ani obuwia na asfalt wokół domu.
        ps.Dzięki za lekcje anatomii- i ciekawa jestem ci mi fizjo powie na moje dolegliwości.

        • ja też jestem ciekawa! Daj znać koniecznie jak już będziesz wiedziała! Trzymam kciuki, żeby nie bolało…