Ćwierćmaraton w Wiączyniu Dolnym

wpis w: Bieganie, Relacje | 0

Gdy zapisywałam się na ten bieg, byłam przekonana, że zapisuję się na zwyczajną leśną dyszkę. Byłam w błędzie! Zapisałam się na pierwszy oficjalny ćwierćmaraton, a jeszcze na dodatek był to przecież Bieg Konstytucji 3 Maja. Dostałam śliczną białą koszulkę, bardzo mi się podoba to, że na koszulce nie ma daty – dzięki temu staje się bardziej uniwersalna, na każdą rocznicę uchwalenia naszej Konstytucji!

„Wszyscy razem w jednym tempie…” ♪♫♪♫♪♫ To zdanie z piosenki Reni Jusis przewijało mi się tego biegu, choć w słuchawkach miałam całkiem inną muzykę. W zasadzie biegnąc po lesie, nie powinnam słuchać żadnej muzyki, ale potrzebowałam solidnego kopnięcia, żeby pokonać ten dystans, znieczulenia przez uszy – moje nogi, a szczególnie lewa, nadal nie kwalifikowały się do biegania takich dystansów, a już na pewno nie przełaju.

Jednak pobiegłam – bo biegacz uparty jest jak osioł niestety… I po raz kolejny pobiegłam w parze – tym razem z Gosią. Gosię bolało kolano, mnie cała noga – układ idealny po prostu! Przebiegłyśmy sobie całkiem dziarsko cały dystans nóżka w nóżkę, „ciągnąc się” nawzajem. Trasa obfitowała w różnego rodzaju atrakcje – a to gałązka w oko, a to wielka kałuża, dywany zawilców, zwalone drzewo, pod którym nie omieszkałam się radośnie przeturlać (w białej koszulce!) – ogólnie rzecz biorąc trasa jak malowana! Nawet przez moment przemknęło mi przez myśl, żeby dać dyla z trasy i pobiec półmaraton, ale moja partnerka szybko mnie ściągnęła na ziemię :D 

A na mecie czekał na nas taki piękny, niewielki medal. Kiełbaska z grilla też była – wszak to majówka!

Dla dzieci też były przygotowane atrakcje – nie tylko wata cukrowa i pokazy jeździeckie, ale też biegi:

 

Nasz biegacz choć z gipsem na ręce, pobiegł dzielnie i radośnie :)