Cel – Półmaraton – Tydzień 7.

wpis w: Bieganie, Trening | 12

Poprzedni tydzień był ciężki, więc ten musiał być lepszy. Po prostu nie mogło być inaczej :) Wzięłam czterodniowy urlop i postanowiłam dobrze te dni wykorzystać!

Poniedziałek. Pogoda – bez zmian, szaroburo i ponuro, ale ponieważ nigdzie mi się nie spieszyło, nigdzie nie musiałam jechać, to do sklepu z łożyskami odległego o 3km od domu postanowiłam pójść na pieszo. Ekologicznie, w ramach rozruszania nóg. No i do tego przy okazji mogłam rozładować towarzyszące temu zakupowi nieprzyjemne emocje – to łożysko to taki zakup, który zawsze wyprowadza mnie z równowagi. Poza tym bardzo miałam ochotę posłuchać dalszej części „Ziarna prawdy”, tak się już wkręciłam w tę historię, że nie mogę się doczekać kolejnej porcji! Tuż po tym jak wyszłam z domu rozpadało się jeszcze bardziej, ale ponieważ bieganie w rożnych warunkach pogodowych uodporniło mnie już dość solidnie – nie skorzystałam z tramwaju. Okazało się, że bieganie daje korzyści przekładające się na życie codzienne – szybciej chodzę niż kiedyś :) Oczywiście poprzednie wyniki były brane ze spacerów po lesie, ale medal (choćby narysowany) zawsze poprawia humor :)

Wtorek. Dzień treningowy, w planie OWB1 30′ + 6x ZB 2’/3′ w tempie 5:40-5:50 w przerwie trucht, OWB1 10′. Najtrudniejsze dla mnie jest ustalenie tego tempa – endomondo jest tak nieprecyzyjne, że w ogóle nie można na nim polegać. Raz mi pokazuje, że biegnę w tempie 9min/km a raz, że 2,30min/km. Dopiero w domu mogę mniej więcej sprawdzić jak było. Na szczęście coraz bliżej jest mój wymarzony zegarek treningowy – będzie mi łatwiej. Bo bieganie z wielkim, pięciocalowym białym telefonem w ręku jest (delikatnie mówiąc) słabe :) Wracając do tematu – plan wykonałam tak dobrze jak umiałam i dostałam za to nagrodę:
2016-02-23_RZŚroda. Totalny rest day. Tylko plank.

Czwartek. Plan: OWB1 20′, potem BC2 40′ (w tempie ok. 6:40), trucht 15′. Przepiękna pogoda – jak dla mnie PERFEKCYJNA. Mróz -2°C, słońce, błękitne niebo. Gdyby endomondo kilkakrotnie się nie wyłączało, aplikacja z audiobookiem też, to byłby trening idealny. Lekko, swobodnie, tempem zgodnym z wytycznymi, bez wielkiego zmęczenia. Przebiegłam 9,22km, a po powrocie do domu odkurzyłam całe mieszkanie, wyszorowałam kuchnię łącznie z oknem i umyłam podłogi. Fajna jest świadomość, że najpierw się człowiek tyle namęczył na tych czasem nudnych, długich wybieganiach, ale w efekcie końcowym może sobie tak biec godzinę i nie pada na pysk :)

2016-02-25-04

A, i jeszcze koktajl pyszny sobie zrobiłam w nagrodę – ananas, gruszka, pomarańcza. I troszkę mięty. Pyyyycha :D

2016-02-25-02-wp

Sobota. Znowu cudowny dzień! Rano na świecie była malownicza mgła i mróz -3°C, co dało w efekcie śliczny krajobraz, wszystko było oszronione. Pobiegłam sobie 2×50 minut z przerwą 2 minuty na tak zwane zaliczenie, czyli bez żadnego narzuconego tempa. Biegłam tak szynko (wolno?), jak mi się chciało. W sumie przedeptałam 15km.

2016-02-27-01

Po powrocie – tradycyjnie nagroda. Naleśniki z żurawiną, koktajl bananowo – kakaowy z jogurtem naturalnym i kilka kostek najlepszej czekolady świata – gruszkowej studentskiej :)

2016-02-27-04igframe

Niedziela. Bieg spoza planu treningowego, ale bardzo ważny – Bieg Tropem Wilczym (szczegóły po kliknięciu w obrazek):

bieg_tropemwilczym

Ten bieg zaliczam do jednych z najlepszych. Dystans 5km, cudowna pogoda – godzinę przed startem wyszło słońce i z +2 zrobiło się +8ºC – jakby specjalnie dla nas! Punktualnie o godzinie 12, gdy wszyscy już stali gotowi do startu, prowadzący przez megafon wydał komendę do zdjęcia czapek z głów i odśpiewania Hymnu Polski. I wiecie co? Aż mi łzy stanęły w oczach, to naprawdę było niesamowite! Wszyscy stali prosto i śpiewali – Hymn śpiewałam ostatnio chyba w szkole na apelu! Bardzo mi się podoba pomysł łączenia wydarzenia sportowego z historycznym – było dużo dzieci, które pytały o co w tym chodzi, co to za okoliczność?

Jeżeli chodzi o sam bieg to muszę pochwalić organizację, wszystko szło sprawnie, imprezę obsługiwało sporo ludzi. Sama trasa – rewelacyjna, dobrze oznaczona, część prowadziła chodnikiem / asfaltem, część parkowymi żwirowymi lub ubitymi alejkami. Biegło mi się fantastycznie i choć miałam w planie biec o wiele wolniej, to bez większego wysiłku po raz drugi zrobiłam czas poniżej 30 minut, co trochę mnie zaskoczyło, bo przecież poprzedniego dnia przebiegłam 15km i teoretycznie powinnam nie mieć siły. Ale wszystkie okoliczności tak się świetnie złożyły, że nogi same mnie niosły!

I na koniec coś, co bardzo poprawiło mi nastrój w tym tygodniu – filmik z Półmaratonu Warszawskiego sprzed trzech lat:

Podsumowanie tygodnia – był cały fajny, nie mam żadnych zastrzeżeń. W sumie na liczniku wyszło troszkę ponad 40km plus 6km na pieszo.

Pozdrawiam :D