Cel – Półmaraton. Tydzień 2. i 3.

wpis w: Bieganie, Trening, Wyzwania | 7

Mam już za sobą trzeci tydzień przygotowań do półmaratonu i tak jak obiecywałam, napiszę jak mi poszło.

Pierwszy tydzień wydaje mi się tak odległy… Prawie już go nie pamiętam :) Drugi tydzień był podobny do pierwszego, tylko zamiast czterech treningów miałam trzy – we wtorek, czwartek i sobotę. Hasło „wolna niedziela” nabrało nowego znaczenia!

We wtorek było przepięknie – mroźno, słońce pięknie świeciło ale jakoś ciężko mi się biegło. Jednak na poboczu znalazłam wypisaną w śniegu wskazówkę. Od razu było lepiej :)

IMG_20160119_084432

Czwartek – mróz -7, cudownie, zimowo – bardzo mi się dobrze biega w takiej temperaturze. Trening zrobiony zgodnie z wytycznymi. A za to w sobotę… To było coś. Wstałam o 7:20, czyli o nieludzkiej porze jak na mnie, jak na dzień wolny i wyszłam, mój mąż i synek jeszcze słodko spali. W planie miałam biegać około półtorej godziny, mróz był straszny, bo około -14°C. Zimno mi było wyjątkowo długo, bo około 5km szczypał mnie gdzie tylko mógł a nie tylko kilometr jak zazwyczaj. Było przepięknie, słońce świeciło na różowo – kremowo, śnieg skrzypiał, chrupał i błyszczał jak pokruszone diamenty. Przestałam szybko żałować tego, że wylazłam spod ciepłej kołderki, natura dostarczyła mi takich doznań, że byłam po prostu wniebowzięta. Biegło mi się naprawdę fantastycznie. Po powrocie do domu okazało się, że nawet życiówkę zrobiłam na 10km. Niestety okazało się też, że jeden z moich pomysłów okazał się totalną pomyłką. Ponieważ 1,5 godziny w biegu na mrozie jest dość męczące i czuję już, że muszę mieć ze sobą coś na wzmocnienie – zabrałam kilka kostek czekolady. Zamrożona jest ohydna! Ale jeszcze gorszym pomysłem okazała się woda, którą zabrałam w saszetce. Jakoś w tej euforii nie zastanowiłam się nad tym, że woda wyjęta z kieszeni po 45 minutach będzie… no właśnie. Lodowata. No i łyknęłam taki porządny łyk w to rozgrzane gardło… Była tak zimna, że aż parzyła. Na efekty nie musiałam długo czekać….

A tak mi się nie chciało dzisiaj z domu ruszać... :) miłego dnia! #10k #niemarnujzimy #bieganie #biegamy #biegambolubie #running #runner #biegacz #jogging #endomondo #lodz #łódź #sobota #aktywnie #fit #saturday #polskabiega #socoldoutside #razem #start #meta #jestmoc #energia #fun #stayfit #polskabiega #instarunners #winter #cold #endorphins #rekord

Tydzień zakończyłam wspomnianą już wolną niedzielą z koszmarnym bólem gardła i katarem. Ot, taka nauczka…

W kolejnym tygodniu nadeszła odwilż. W poniedziałek lodowa skorupa na świecie zaczęła się rozmrażać, niestety do wtorku rano nie zdążyła. No i właśnie dzięki temu wtorkowe bieganie zaliczam do chyba najgorszych w życiu – biegłam po lodzie, po lodzie pokrytym wodą, błocie… Koszmar. Do tego była okropna mgła, padał deszcz a endomondo wyłączało się co chwilę i w żaden sposób nie mogłam kontrolować tego co robię… Swoje pobiegłam tak jak mogłam, wróciłam do domu prosto pod gorący prysznic. Jedyna korzyść jaką wyniosłam z tego treningu to ćwiczenie cierpliwości, wytrzymałości i odporności na kłody rzucane pod nogi przez naturę. I śmieszny filmik, prawie jak Blair Witch Project, który sam się nagrał w kieszeni – miałam wilgotny wyświetlacz i chyba się sama kamerka uruchomiła w saszetce :)IMG_20160126_095533[1]

I czwartek. Sucho, ciepło – jak dla mnie aż za ciepło już, bo +9°C. I wiatr. Pierwsze 40 minut zwykły bieg, potem na zmianę 6 razy 1’/2′ w tempie 5:30-6:30. To było naprawdę super, bardzo polubiłam takie krótkie przyspieszenia, dodają kopa. Co prawda przy piątym powtórzeniu już byłam zmęczona a przy szóstym mówiłam brzydkie wyrazy na głos, ale przy okazji czułam się fantastycznie. A gdy na 58. minucie głos w słuchawce mi powiedział, że mam przebiegnięte 9km to dostałam skrzydeł. Wiedziałam, że to dobry czas, bardzo dobry i pomimo tego, że plan kazał biec wolno, ja pobiegłam szybciej, żeby mieć przyzwoity czas na 10km. No i udało się :) Poprawiłam sobotni wynik o: 12 SEKUND. Wiecie ile radości można mieć z 12 sekund? Dużo. 12 sekund zrobiło mi dzień! Niestety, jak to zwykle bywa, coś za coś. Ponieważ nie trzymałam się planu, zapłaciłam za to cenę – dopadło mnie zmęczenie. Całe popołudnie czułam okropną senność, w piątek też.

 

Pm-10_RZ

A przecież w sobotę czekało mnie najdłuższe wybieganie w tym tygodniu – wstępnie wyliczyłam, że będzie to około 15km. Najpierw 20 minut zwykłego biegu, potem na zmianę 5x po kilometrze szybciej i wolniej (6:20/7:20). Cały czas chciałam biec szybciej i cały czas dyskutowałam ze sobą w głowie – zwolnij, zwolnij! jeszcze masz dużo do przebiegnięcia. „Komendanta” w słuchawkach ustawiłam na odcinki 0,5km i pilnowałam tempa jak mogłam, ale niestety – endomondo oszukuje koszmarnie. Czułam w nogach i płucach, że biegnę szybciej a głos podawał mi tempo na przykład ponad 7min/km. I odwrotnie – biegłam wolno a słyszałam komunikat 5:59. W wykresie tętna dokładnie widać jak biegłam i zupełnie nie zgadza się to z prędkościami i wysokościami z gps endomondo. Nie lubię tej aplikacji, wrr… Zaczynam myśleć o zegarku. Ale o tym kiedy indziej :)

tetno_15km

Ogólny czas wyszedł słabiutki ale dystans zrobiłam jak do tej pory największy. Zakwasów spodziewałam się porządniejszych, bolała mnie trochę lewa noga. A w niedzielę, czyli dziś, znowu kolejne bieganie… Szczęśliwie „tylko” 40 minut, tempem spokojnym. Wstałam znów raniutko, pobiegłam tam gdzie wczoraj, zobaczyć jak się ma rozmarzająca tafla na stawie. Wyłączyłam wszelkie komunikaty z endomondo, włączyłam muzykę (Avicii) i postanowiłam ot tak, po prostu przebiec te około 6km. Niestety – znów pobiegłam za szybko, wykresu tętna nie da się oszukać. Boli mnie tym razem prawa noga.

Wczoraj na swojej biegowej ścieżce znalazłam taką resztkę zimy, rozmarzającą taflę stawu. Dziś już jej prawie nie ma... Zimo wróć!! #zima #lod #lod #natura #winter #ice #frozen #spring #springiscoming #idziewiosna

Podsumowanie dwóch tygodni. W drugim tygodniu przebiegłam 35km, dokładnie tyle, ile zakładał plan. W trzecim – 44km – o 4km za dużo… Zauważyłam jak zmieniła mi się ocena odległości. Kiedyś 5, 10 km to było „o rany, tak dużo…” a teraz „jeszcze tylko 5 km? fajnie, już wracam do domu”. Planując trening wstępnie obliczam długość trasy korzystając z map google i nie biegnę myśląc „12km” tylko „do babci Czesi i z powrotem”. Zupełnie inaczej się biegnie mając taki cel w wyobraźni, konkretny obrazek w myśli.

No i kolejna rzecz – stopy. Zawsze bardzo dbałam o stopy, jest to jeden z moich bzików a i tak okazuje się, że muszę się do tego jeszcze lepiej przyłożyć. Nie ma mowy o żadnym najmniejszym wystającym dzióbku paznokcia czy skórce. Musi być gładziutko, bo taki półmilimetrowy kancik paznokcia zawadzający się o skarpetkę kilka tysięcy razy potrafi doprowadzić do szału. Ponadto, kupując następne buty, powinnam chyba kupić nieco szersze. Przy krótkich dystansach nie było większego problemu a teraz coraz bardziej ocierają mi się o siebie palce – paluch i jego sąsiad co skutkuje powiększającym się zgrubieniem skóry i nie pomaga na to maść zmiękczająca. Spróbuję pobiegać z plastrem i zobaczę co to da…

Podsumowanie stycznia. 

Styczen_2016

Kilometraż zwiększony o jakieś 70%, zrobiłam trzy życiówki plus rekord dystansu. Potwierdza się to, co sądziłam o bieganiu z planem treningowym – daje efekty i to nie byle jakie! W okresie październik – grudzień 2015 biegałam ot tak, bez ładu i składu, i wszelkie postępy praktycznie stanęły w miejscu. A wcześniej, biegając z planem „od kanapowca do biegacza” też robiliśmy ogromne, zauważalne postępy. Zaczynam zatem szukać kolejnego fajnego planu!

Pozdrawiam serdecznie! Miłego tygodnia życzę :D

 

 

 

  • Gratuluję postępów i radości biegania :) Tak trzymaj!

    • Ewa

      Staram się! Dzięki! :D

  • Kasia

    Super Ewa!

    • Ewa

      Dzięki Kasiu! Trzymaj kciuki :D

  • Plan od kanapowca do biegacza zakłada 4 tygodnie marszu po mniej więcej pół godziny na początek. Marsz wydał mi się nudny (haha), więc wybrałam plan z biegomarszem. Bo co ja będę chodzić, biegać chcę! No i zaliczyłam dziś swój pierwszy raz. :-D I więcej szłam jak biegłam. :-) Chyba przeproszę tamten plan. ;-) Mój bieg (czytaj szybki spacer);-) był całkiem sympatyczny, ale teraz wszystko mnie boli. I to ma być przyjemność? :-D No cóż, nie poddam się. Trzymam kciuki za Twoje przygotowania. Motywujesz mnie. :-)

    • Ewa

      Basiu moja kochana, myślę, że właśnie zaliczyłaś pierwszą lekcję – nie ma dróg na skróty… Jak chcesz zrobić to porządnie – rób od początku tak jak każe plan. Marsz przygotowuje Twoje przede wszystkim mięśnie do biegu ale także głowę. Trzeba się nauczyć nowych nawyków, tego, że pół godziny na przykład chodzisz w kółko, tego, że może to być przyjemne i czemuś służy :) Ty trzymaj kciuki za mnie a ja za Ciebie <3 Ściskam mocno!!!

    • Ewa

      I bardzo bardzo się cieszę, że zaczęłaś!!!!!