Cel – Półmaraton – Tydzień 11.

wpis w: Bieganie, Trening | 31

To już przedostatni tydzień moich przygotowań do półmaratonu, a ostatni taki intensywny. 

Poniedziałek. Po sobotnich zakwasach nie ma śladu, ale lewa kostka nadal mnie boli… Zamówiłam sobie stabilizator z neoprenu w akcie desperacji. I kupiłam też altacet.

Wtorek. W planie OWB1 40′ a potem RT 8x 40″/80″ (80% możliwości / odpoczynek) i OWB1 10′. Pobiegło mi się całkiem przyzwoicie, oczywiście noga wcale mnie nie bolała w czasie biegu, złośliwa bestia. Po biegu – też wcale nie bolała bardziej, więc zanosi się na to, że całkiem przejdzie.

Środa. Przyszła paczka z opaską na kostkę, altacet też poszedł w ruch, od jakiegoś czasu wchłaniam też kosmiczne ilości świeżego ananasa, który – okazało się – ma znakomite właściwości lecznicze. Musi być dobrze!!!

Bromelaina zawarta w ananasie wykazuje właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne, dlatego z powodzeniem jest wykorzystywana w medycynie sportowej, w celu leczenia obrzęków pourazowych, głównie stanów zapalnych stawów. Bromelaina działa przeciwzapalnie i przeciwbólowo poprzez hamowanie procesu syntezy prostaglandyn prozapalnych, które wywołują ból i stany zapalne. Jak przekonują niektórzy naukowcy, bromelaina wykazuje właściwości podobne do przeciwbólowych niesteroidowych leków przeciwzapalnych. (źródło: poradnikzdrowie.pl)

Czwartek. Noga nie boli wcale. W planie zwykły bieg, w pierwszym zakresie, 70′, ale co tam – zrobiłam sobie narastająco. Wiem – miałam się trzymać planu, ale trochę wieje nudą jak tak się biegnie w jednostajnym rytmie… Na uszach nadal Tomek Sawyer i naprzód! Pogoda przepiękna, trochę na początku było mi zimno, ale im dalej, szybciej – tym cieplej :) Przebiegłam pół kilometra więcej w tym samym czasie co we wtorek i to mi się podobało.

Po takim ładnym wybieganiu dałam sobie w nagrodę pyszne jedzonko – banan pokrojony w kostkę, jogurt naturalny, płatki orkiszowe pełnoziarniste i dwie łyżki syropu klonowego. Porcja była niewielka i na długo mi to jednak nie wystarczyło – godzinę później bezrozumnie wymiotłam pół lodówki :D

A ponieważ dużo tu cyferek, to dodam jeszcze coś w tym temacie… Kliknijcie w obrazek i poczytajcie :)

10dni

Sobota. Wielka Sobota. Wszyscy dookoła odkurzali, trzepali dywany a ja poszłam pobiegać. Okazało się, że „wszyscy” to nieprawda, bo jeszcze nigdy nie spotkałam na trasie tylu biegaczy, kijkarzy i spacerowiczów :) Fajnie, że święta to już nie tylko mop i stół, ale też coraz częściej aktywność na świeżym powietrzu. A może to ja dopiero teraz zaczęłam to zauważać? Może zawsze tak było, ale nie widziałam tego zza stołu… To całkiem możliwe. Tak czy siak, na ten dzień miałam zaplanowany najdłuższy bieg przed półmaratonem – 20′ OWB1, 60′ w tempie około 6:35min/km, na końcu 10′ truchtu. Udało mi się całkiem nieźle – za wyjątkiem końcówki :P oczywiście pobiegłam ją za szybko… Dołożyłam sobie za to pół kilometra marszu na koniec.

2016-03-26-01

Niedziela. Wychodząc rano z domu znowu miałam to dziwne uczucie, że robię coś nieprzyzwoitego idąc w Wielkanoc pobiegać, tak samo jak w Boże Narodzenie, ale znów okazało się, że mnóstwo ludzi wpadło na ten sam pomysł co ja – bieganie przed śniadaniem świątecznym jest bardzo fajne przecież :) Zrobiłam po prostu zwykłe 7,5km, bez żadnych dodatkowych wytycznych – ot, na zaliczenie. A po śniadanku z rodzicami – spacer po lesie i poszukiwania wiosny w ogródkach działkowych:

Podsumowanie tygodnia  – 42,66km kilometrów na liczniku, coraz większe nerwy. Karta startowa wydrukowana, zaczynam robić listę rzeczy do zabrania i ostatnie zakupy.

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam pięknego wieczoru!!

  • Pięknie, pięknie, blisko coraz bliżej :D Teraz ładuj humor i determinację ;)

    • Właśnie mnie humor trochę opuścił, boli mnie kolano po dzisiejszym bieganiu, buuu!!!

      • Tylko spokojnie. Kostka też bolała a przestała. Kolano też przestanie. Jestem z Ciebie dumna. Twoje przygotowania są bardzo profesjonalne. Będzie dobrze. Zobaczysz. :-*

        • Mam nadzieję – tym razem ten ból mnie naprawdę niepokoi, jest… inny.

          • A jak dzisiaj? Z kolanem to „znam ten ból”, czasem muszę trochę odpuścić w bieganiu, choć z reguły boli mnie po ale nie podczas. I to chyba nie kwestia adrenaliny – bo jakby ‚oliwienie’ poczas biegu było lepsze…

          • Dzisiaj… jest lepiej… posprzątałam, pranie zrobiłam, torbę do Warszawy spakowałam… znaczy – nie biegałam :D

          • Głód biegania na bardzo dobre wychodzi przed startem :)

          • Oj nie, mi nie wyjdzie na dobre, bo ja mam wolno biec!:D A jak się tak przegłodzę to wyrwę jak szalona i… będzie po zawodach.

          • Jesteś już na tyle doświadczoną biegaczką, że nawet jeśli wyrwiesz, to zwolnisz później. Zresztą początek i ta będzie drogą przez mękę, przebijanie się przez maruderów, pilnowanie pacemakera (jeśli będzie) itd, itp ;) a potem już będziesz w rytmie :)

          • Będzie kilku pacemakerów. Wstępnie miałam tak orientacyjnie pilnować tego na 2:10, ale zmienia mi się priorytet ;) Wyrwać chyba raczej mi się nie zdarzy, bo – właśnie, będzie tłum, poza tym ustawię sobie zegarek na 6:30 i będzie mnie pilnował :D

          • To już Ci tylko detale zostaną, pogoda widzę dobra, może być ciepło i sporo słońca na godziny biegu zapowiadają :) Będę mocno kciuki ściskał :)

  • Będę trzymała mocno kciuki:) Podziwiam Cię…półmaraton, to jest coś!

    • Trzymaj trzymaj, bo coś mi entuzjazm leci na łeb na szyję…

      • O nie, entuzjazm ma wrócić na swoje miejsce, żadnego na łeb, na szyję. Z tego co mi już wiadomo, to co najważniejsze jest w głowie, nie w kolanie. Nie poddawaj się! Co ma być to będzie, najwyżej pobiegniesz wolniej! Nie musisz bić rekordów i nic tym półmaratonem udowadniać. Może to pierwszy w Twoim życiu, ale przecież nie ostatni. Dla mnie jesteś wielka! Trzymam kciuki za twoje kolano. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

        • Dziękuję Basiu!!!!!! Głowa to jedno, ale bez kolana sama głowa się nie potoczy :) Już przedsięwzięłam kroki (uwielbiam to sformułowanie, haha), wstępne zabiegi poczynione, na wieczór jadę do fizjoterapeutki się pooklejać, wezmę tablety przeciwzapalne i jakoś się w niedzielę przeturlam – bylebym tylko ukończyła i nie zrobiła sobie większej krzywdy, wiesz…

          • I takie podejście mi się podoba. :-) Pewnie, że najważniejsze jest Twoje zdrowie i myślę, że gdyby zaszła konieczność rezygnacji (tfu tfu), to taką decyzję podejmiesz (jeszcze raz tfu tfu), ale dopóki walczysz jesteś zwycięzcą. Hahaha, ale sloganem pojechałam. :-D Oj tam, prawdziwy jest. :-D

          • A co fizjoterapeutka mówi? :(

          • Powiedziała, że dramatu nie ma, więzadła są całe i zdrowe, dostałam taśmy i mam zakaz biegania. A w niedzielę trucht.

          • Zakaz biegania? O matko. I co teraz?

          • Ewa

            Ech… Siedzę w domu… Napisałam dziś dwa posty… :D

          • Siedzę w domu… Dwa posty napisałam… Torbę spakowałam :)

          • Ale pojedziesz? Pobiegniesz? Kurcze, bieganie uczy pokory.

          • Pojadę. Pobiegnę. Albo przejdę :P Mam trzy i pół godziny :D No kurczę – nie daruję sobie tej imprezy!!!!! A jak chodzę to mnie nie boli, mam fajne tabletki ;)

          • Super! Brawo! Jesteś wielka. :-* Ależ to będzie emocjonująca niedziela. :-)

          • Będzie… Albo nie będzie…

          • Czyli gorzej jest? :-(

          • Ach… Napisałam nowy post…

          • Wiem, właśnie czytałam.

  • OMG!! To już ta niedziela!! Ale czad!! Trzymam mocno kciuki!!