Biegiem po lesie, górkach i przez emocje

wpis w: Bieganie, Relacje | 0

Wychodząc rano z domu na bieg Dycha Justynów – Janówka miałam pietra jak jasna cholera. Bałam się, że na trasie dopadnie mnie ten ból, który masakruje mi nogi i głowę od 5 tygodni. Dzień wcześniej byłam na masażu i taśmowaniu, a na hasło „jutro mam bieg” rehabilitantka Kasia z Ergolife rzuciła mi tylko znaczące spojrzenie, mówiące, że (dyplomatycznie) nie uważa tego za dobrą decyzję, po czym przeprowadziła na mojej nodze masaż, który przenicował mi mózg na drugą stronę. Podczas biegu – bolało jakby mniej, ale nie wpadałam w euforię, bo tak już było, po czym ból atakował ze zdwojoną mocą.

Na miejsce dojechaliśmy sprawniej niż roku temu (czyt.: tylko raz skręciłam nie tam gdzie trzeba), po uściskach, fotkach, spotkaniach – ruszyliśmy w las. Ból – był obecny od samego początku, ale nie tak ostry jak ostatnio. Pobiegłam zatem w miarę zdroworozsądkowo, wczuwając się w każde ukłucie. A pojawiły się one w nowych miejscach – na stopach. Ale czemu? Nieważne – ważne, że nie w udach. Aż do samej mety było cały czas tak samo, dotarłam całkiem żwawo, bez postojów – a byłam przygotowana na Galloway’a.


Gdybym jednak wiedziała co mnie czeka na mecie – może pobiegłabym szybciej? Oprócz pięknego przydziałowego medalu z drewna, czekał tam na mnie drugi – jeden jedyny, oryginalny i tylko dla mnie. Niepowtarzalny. NIEBIESKI. I kwiatek o imieniu Peter, wyhodowany samodzielnie z nasionka. Medal zrobiła Paula, a roślinkę wyhodował Pan Slendak.

foto: Foto Doktorek

To mój prezent urodzinowy, troszkę przedwczesny, ale dzięki temu tak niespodziewany. I ten moment – to był ten moment, kiedy biegowe endorfiny zmieszały się ze wzruszeniem, radością i poczułam się najbogatszym człowiekiem świata. Mam wspaniałych ludzi wokół siebie, mam pasję, którą realizuję razem z nimi – czego chcieć więcej? Szczęśliwie Foto Doktorek nie złapał tego momentu, kiedy kompletnie się popłakałam – zrobił zdjęcie tuż przed :D

Sam bieg oczywiście oceniam na piąteczkę, organizacja super – zaczynając od przygotowanego ogromnego parkingu, biegnąc przez świetną, wymagającą trasę, a kończąc na oryginalnych medalach i kiełbaskach :) Do niczego się nie mogę przyczepić!

#blogerzybiegają

Aha. Ten ból na stopach, to były dwa potężne pęcherze. Takie życie biegacza – jak nie kontuzja, to bąbel :D