Bieg Morsa – Sulejów

wpis w: #12niecodziennych, Bieganie, Relacje | 3

Jeden z najkrótszych biegów, w jakich brałam udział – około 2,3 km, ale emocji dostarczył mi tyle, że endorfin starczyło mi na parę dni.

Zaczęło się od tego, że mój mąż postanowił zadebiutować w tym roku jako mors. Mnie to w ogóle nic a nic nie bierze, to jedna z tych rzeczy, o których mówię „nigdy w życiu„, ale potowarzyszyć w Biegu Morsa przecież mogę. Więc się zapisałam. A regulamin przeczytałam dopiero później… A było w nim wyraźnie napisane, że obowiązuje strój „na krótko”, a najlepiej strój kąpielowy – ten, w którym potem morsy będą się kąpać w Pilicy. A zatem szybciutko wysmarowałam mailik do organizatorów, że hmm, doczytałam regulamin, i muszę, hmm – zrezygnować.W odpowiedzi pan Marcin zaczął mnie zachęcać, że jest fajnie i żebym spróbowała, nie zrażała się tak od razu. Na to ja, że nie, bo za zimno, bo z dzieckiem będę – a jak na krótko mam być, to muszę przecież szybciej pobiec, a młody nie da rady. Niestety – ten argument też nie przeszedł – ostatecznie stanęło na tym, że ja biegnę w krótkich spodenkach, a dziecko jedzie za nami busem z organizatorami. Rada nierada, postanowiłam się zmierzyć z tym wyzwaniem. Dwa kilometry to przecież nie maraton – dam radę.

Na miejscu okazało się, że ludzie przyjechali z około 40 miejscowości na to morsowanie, a wszyscy aż tupali z niecierpliwości, by jak najprędzej wleźć do tej rzeki. Miejsce startu było po drugiej stronie Pilicy, doszliśmy tam na pieszo, a przy okazji porządnie się rozgrzaliśmy. Okrycia wierzchnie były zbierane do busika i zawożone na metę. Gdy już wszyscy byli gotowi do biegu stało się coś, czego się kompletnie nie spodziewałam – rozpętała się ostra, kilkuminutowa bitwa na śnieżki! Wyobraźcie to sobie – setka osób w bardzo różnym wieku w majtkach i kostiumach kąpielowych naparzająca się śniegiem, piszcząc i śmiejąc się jak dzieci :D Niesamowite przeżycie!

Po wystrzale startera, wszyscy popędziliśmy jak strzały, wzbudzając oczywiście zachwyt mijających nas ludzi. Ja nie mogłam przestać się śmiać przez pierwsze kilkaset metrów, zdziwiona, że nie dość, że biorę w tym udział, to mi się podoba i jest mi ciepło!! Rach ciach, trochę ślizgania i była meta. Po chwili medale – trzeba było najpierw oddać te sprytne numery startowe – fartuszki, potem słit focia i gorący napój imbirowy.

A potem… Rozgrzewka dla morsów, która bardziej przypominała tańce:

i radosne zanurzanie, zabawy na krze :D

Podsumowując – to była jedna z najlepszych imprez biegowych w jakich wzięłam udział! Organizacja, atmosfera, organizatorzy chętni do pomocy na każdym etapie – cierpliwie tłumaczący co i jak. Strona „kulinarna” – gorący napój imbirowy, gorący żurek w KUBKACH, co jest o wiele wygodniejsze w użyciu niż plastikowa miseczka – i można sobie ogrzać dłonie, kiełbaski z ogniska, nawet grzaniec był.

Nasze doświadczenie jako początkujących – męża jako morsa i moje jako wsparcia – obowiązkowe są gumowe buciki do kąpieli – (nie klapki), coś, na czym można stanąć (np. karimata), dwa duże ręczniki, lub ręcznik i szlafrok. No i oczywista reszta, czyli rzeczy na przebranie :)

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam :D

Aha – nie, nie nabrałam ochoty na morsowanie (może kiedyś, ale bez napinki), ale jestem z siebie bardzo zadowolona, że się przełamałam i założyłam całkiem letni strój :D Oczywiście zaliczam to zdarzenie do #12niecodziennych, a co :D A gdyby ktoś się zastanawiał, czy jak się ubrać na bieganie zimą – okazuje się, że to wszystko zależy od nas samych. Jeżeli dobrze się czujesz w krótkich spodenkach – czemu nie? Na długie dystanse chyba nikt nie poleci takiego skąpego stroju, ale 2 km śmiało można przebiec :D

  • Od samego czytania zrobiło mi się zimno. Brrr. Zwłaszcza że w domu mam w tej chwili dość chłodno.
    Ale przyznam że Twój wpis ma w sobie taką energię, że robi się cieplej. :) Bitwa na śnieżki? <3 :) Bieg w krótkich gatkach? Podziwiam. :) Morsowanie – wciąż mówię NIGDY! :D

    • ja na razie też nie mam w planie morsowania, tym bardziej, że jestem obrażona (oficjalnie) na zimę. Wkurzyła mnie i teraz czekam na wiosnę. Potem będę kląć na lato – i tak w kółko Macieju :D

      • Obrażona oficjalnie – no nieźle. :D Ja wciąż próbuję ją lubić i szukam pozytywów. Komarów na przykład nie ma. ;)