Bieg Gajusza im. Julii Gajzler

wpis w: Bieganie, charytatywnie, Dziecko, Relacje | 0

Z Fundacją Gajusz znam się od paru lat, ale biegową znajomość zawarliśmy dwa lata temu. To właśnie na Biegu Gajusza im. Julii Gajzler dostałam swój pierwszy medal i poczułam smak biegania charytatywnego. Na ostatnim biegu, który odbył się 16 grudnia 2017 r., pobiegłam „podwójnie”, bo akcja #mamcel_1051 (czyli moja zbiórka pieniędzy dla Gajusza) też miała swój akcent :)

Wszystko było dokładnie tak, jak być powinno. Choć na miejscu byłam prawie półtorej godziny przed startem, nie starczyło mi czasu na pogadanie ze wszystkimi spotkanymi znajomymi. Moment startu oczywiście mnie zaskoczył, cała trasa (zawsze taka sama, 5,5km) przeleciała za szybko (klasycznie – przegadałam większość dystansu) i tym razem załapałam się na jabłuszko! Było wspaniałe! Medal – cudowny! Dołączył do dwóch poprzednich 💙💙💙 a buty – suche…

Nawet pogoda dopisała tym razem na piąteczkę. W ubiegłym roku dość mocno podlał nas deszcz i trasa obfitowała w kałuże, małe, duże, ogromne, rozlewiska, błotniska i wszystko, co tylko jeszcze można sobie wymyślić. Niesamowite było to, że każdy próbował te kałuże omijać, dopóki niespodziewanie nie wylądował w jakiejś po same kostki. Potem już było zupełnie obojętne, każdy leciał przez środek z uśmiechem :D W tym roku było wilgotno, ale tak w sam raz, by las Łagiewnicki ładnie pachniał wilgocią i żeby tylko troszkę się ubrudzić. Powyżej porównanie stanu butów w roku 2016 i 2017 :D

Bieg Gajusza to bieg absolutnie wyjątkowy

Pisałam o nim wcześniej tutaj: KLIK, więc nie będę pisała jeszcze raz tego samego, ale jeszcze raz zachęcam – jeżeli tylko możesz, bierz w nim udział! Zapisz sobie tę nazwę i biegaj, pomagaj!

Link do zapisów: PROTIMER

#wartopomagać