16. Bieg Ulicą Piotrkowską

wpis w: Bieganie, Relacje | 0

Po pierwszym moim Biegu Ulicą Piotrkowską, dwa lata temu, która była moją trzecią oficjalną dychą, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie wezmę udziału w tym wydarzeniu. Nie dlatego, że ciężko (choć biegło mi się ciężko, bo było gorąco), ale z powodu tłoku i zachowania kibiców. Utyskiwania, komentarzy, docinków, braku dopingu… Tutaj można poczytać relację sprzed dwóch lat: ☛14. Bieg Piotrkowską

Pomimo moich zapewnień, że więcej tego biegu nie pobiegnę – rok później dałam się namówić, bo miało to być przede wszystkim spotkanie ze znajomymi. Przed biegiem i po biegu – poszliśmy wtedy na pyszną pizzę. „Stan” kibiców nie uległ zmianie, nadal było ciasno jak diabli, a biegacze niezmiennie źle się ustawiali w strefach startowych… Niechlubny standard. Ale za to ulica Piotrkowska zachwycała swoją wieczorną odsłoną, a i pakiet był zacny! Relacja do poczytania tu: ☛15. Bieg Piotrkowską

I znów się wtedy zarzekałam, że już nigdy więcej, ale po raz kolejny okazałam się niesłowna i… zapisałam się. Bo? Bo dostałam od Orgów numer 1051, a po biegu mieliśmy iść na pizzę. A takich rzeczy Ewka nie przepuszcza :D

Z powodu okołomaratońskiej kontuzji, fizjoterapeuta zalecił mi zrezygnować z myśli o robieniu życiówek, a że dla mnie nie stanowi to żadnego problemu, to rzecz jasna – zrezygnowałam. I bardzo dobrze się stało. Bo? Bo spokojnie mogłam wiązać sznurowadło, które pierwszy raz w życiu rozwiązało mi się podczas biegu (!), bo mogłam spokojnie przywitać się ze wszystkimi znajomymi spotkanymi podczas biegu – z tymi, którzy biegli i z tymi, którzy kibicowali, bo spokojnie mogłam gadać z tymi, z którymi biegłam, bo mogłam robić zdjęcia… Bo nie musiałam się absolutnie niczym spinać i nadymać. Bo życiówka nie zając ;)

I jeżeli pobiegnę za rok, to mam zamiar powtórzyć to przyjemne bieganie towarzyskie po Pietrynie!

W tym roku było jeszcze więcej ludzi na starcie, nadal było bardzo wąsko, kibiców niewielu, ale o dziwo nie usłyszałam ani jednego nieprzyjemnego komentarza! Ludzie w ogródkach przyglądali nam się z zainteresowaniem, ale nikt nie kazał nam „wypierdalać do lasu”. Czyżby coś zaczynało się zmieniać? Oby… Marzę jeszcze o głośniejszym dopingu ;)

Podsumowując – Bieg Ulicą Piotrkowską polecam serdecznie, bo trasa jest zarąbista, ulica Piotrkowska piękna, w świetle zachodzącego słońca prezentuje się naprawdę zachwycająco.

Organizację oceniam bardzo dobrze – od informacji w mediach, przez wydawanie pakietów po start, po opiekę podczas biegu i po nim. Było gorąco, udostępniono nam dwa punkty z wodą (w kubeczkach i butelkach) plus jedną kurtynę wodną. Po biegu dostaliśmy izotonik i wodę.

Bieg główny ma 10 km, ale organizatorzy dbają nie tylko o zaawansowanych biegaczy – tydzień wcześniej odbywa się bieg dla dzieci, a godzinę przed startem głównym jest bieg towarzyszący, 1300 metrów. Dystans dla absolutnie każdego!

Tak wygląda medal z Mini Biegu Piotrkowską:

Dzieci po raz kolejny pobiegły dla dzieci – podopiecznych ☛Fundacji Gajusz :D

A po biegu – zachęcam do spaceru po naszej szarej – kolorowej Łodzi, Piotrkowska wieczorem tętni życiem. W ten weekend trafilł nam się akurat Łódzki Festiwal Burgerów!

Z biegowym pozdrowieniem, Ewka.