14. Bieg Ulicą Piotrkowską – relacja

wpis w: Bieganie, Relacje | 11

Dawno nie było żadnej relacji biegowej, więc spieszę uzupełnić zaległości. Od leśnej Dychy Justynów Janówka (relacja tu) zdarzyły mi się dwa biegi. Jeden z nich odbył się tuż koło mojego domu – Biegowy Przełaj na Młynku organizowany przez MOSiR, 22 maja. Miało być 5 km, wyszło 5,7 km z przyczyn niezależnych (remont nawierzchni dookoła stawu). Przełaj to przełaj, przez łąki, pola, błoto, krzaki… i w upał. Bieg zaliczam do najtrudniejszych technicznie i już wiem, że nie jestem gotowa na żadne Runmageddony i inne błotne zabawy. Nie ma mowy. Lubię biec strategicznie, wpadać w rytm i lubię swoje buty, a tam tempo było szarpane – trzeba było dostosowywać prędkość do współbiegaczy, bo niektóre ścieżki miały szerokość jednego szczupłego człowieka, a buty można było zgubić w błocie po kostki – co zresztą jednemu uczestnikowi się zdarzyło. Wróciliśmy umęczeni jak nigdy. Zdjęcie z pierwszego okrążenia mam fajne  – na następnych już nie było mi tak wesoło ;)

Mlynek

Młynkowi nie poświęcam już więcej uwagi, bo miał to być fajny bieg, na lajcie a wyszło zupełnie inaczej i nie chcę już o tym myśleć. Biegiem, do którego się przygotowywałam realizując plan treningowy na 10 km, był 14. Bieg Ulicą Piotrkowską – kolejny ważny dla mnie bieg łódzki (po DOZie). Trasa w większości prosta, mało zakrętów, ponoć bardzo szybka. Miałam zamiar poprawić życiówkę i zrobić wynik 58:58. Ale na fajne bieganie i jego efekty składa się wiele czynników – tym razem zadziałały trzy na moją niekorzyść – pierwszy to wysoka temperatura i duchota, drugi to godzina startu – 19:00, a trzeci to ludzie. Do tej pory nie biegałam wieczorami – zawsze rano, po malutkim śniadaniu. Pierwszy raz wieczorem wyszłam pobiegać dzień przed startem, na rozruchowe 5,5 km. A w dzień startu, już do samego rana pilnowałam tego co jem, ile jem, co piję (żadnej kawy już od południa!), ile piję, rany!! To nie dla mnie. Bieganie rano jest o wiele łatwiejsze! Jeżeli tylko nie najem się frytek i smażonej ryby lub pizzy dzień wcześniej to nic się nie dzieje, zero stresu.

Pakiet startowy odebrałam dzień wcześniej – to był naprawdę ciężki worek! Dostałam koszulkę z fajną grafiką, żel pod prysznic dla męża, maszynkę do golenia – dla mnie, bo mąż brodaty, warkę radler, izotonik, opaskę odblaskową i bawełniany buff. Dostałam też świetną butelkę filtrującą DAFI – idealnie trafiającą w moje potrzeby – podobno w Łodzi mamy fantastyczną wodę z kranu, ale ja jej nie lubię, nie lubię także kupować butelkowanej wody mineralnej – uważam to za zbytek, a ta butelka jest mała (0,5litra). Filtr węglowy kasuje posmak rury w wodzie i rozwiązuje mój problem :)

08_wp

Na miejsce dojechaliśmy zgodnie z planem, godzinę wcześniej i ruszyliśmy w okolice zbiórki przedstartowej przechodząc przez Manufakturę (czytaj: toalety)

W parku – tłumy biegaczy, rozmawiających, rozciągających się, robiących zdjęcia, biegających – istny festyn biegowy! Coś pięknego :) Znaleźć się w tym tłumie wcale nie jest łatwo, znaleźć swoją strefę na starcie okazało się równie ciężko – zupełnie nie rozumiem dlaczego cały tłum, ponad 4 tysiące biegaczy, nie został ustawiony w linii prostej, tylko na dwóch zakrętach… No nic. Wcisnęliśmy się jakoś z boku w strefie 5. (powyżej 55 minut) i gdy tłum ruszył, po siedmiu minutach od startu (domniemanego, bo odliczania, strzału startera nie słyszałam, żadnej zapowiedzi też nie) – ruszyliśmy.

page

Najpierw powoli, jak żółw ociężale… A potem coraz szybciej i szybciej, aż do mojego tempa startowego (mniej więcej 5:50). Przez pierwszy kilometr było super, najpierw trochę z górki, potem pod górkę i jak już się fajnie rozkręciłam, tętno mi się ustabilizowało, to zaczęło się robić ciasno. Już około 2-3 kilometra ludzie zaczęli zwalniać i co gorsza – zatrzymywać się, maszerować na środku, co skutkuje tym, że można na kogoś wpaść, trzeba manewrować, omijać z prawa, z lewa… No nic. Nadrobię. Gdzieś w okolicy 4. kilometra znowu złapałam rytm, fajnie mi się biegło, napiłam się trochę izotoniku i czekałam na wodę. Była na 6. kilometrze, napiłam się, zmoczyłam buff, wytarłam ręce, twarz i kark, znowu się napiłam, przy ostatnim stoliku złapałam jeszcze jeden kubek z wodą i wepchnęłam buff do środka mocząc go na zapas – przed nami był dłuuugi podbieg. Dwa kilometry. Niby niezbyt stromo, ale w górę. A ja miałam przyspieszyć – pierwsze 5 kilometrów zrobiłam w czasie poniżej 30 minut, wystarczyło mi zrobić drugie 5 w tym samym tempie minus jakieś 30 sekund, żeby osiągnąć planowany wynik na mecie. No niestety. Dwa kilometry pod górkę to było za dużo, żeby utrzymać zakładane tempo i straciłam czas. Trudno. Teraz już walczyłam tylko o to, żeby się nie zatrzymać, a w głowie aż mi huczało MARSZ MARSZ!! Widząc tyle osób koło mnie, które przechodziły do marszu, bardzo mi było trudno biec, ale dałam radę. Wolniej – ale dałam radę. Nogi miałam jak przyklejone do asfaltu, ciężkie jak ołów. Ratowałam się tym mokrym gałgankiem, wycierałam ręce i kark, trochę pomagało.

profil_wysokosci
profil wysokości

Od ósmego kilometra zrobiło się płasko i odzyskałam oddech, odzyskałam nogi – mogłam przyspieszyć, na dziesiątym kilometrze już znów byłam na pełnych obrotach. Choć zakładanego czasu nie udało mi się wywalczyć, to i tak jestem zadowolona, bo poprawiłam wynik z DOZ-u, a wtedy też było strasznie gorąco i miałam okropny kryzys. Po mecie (tym razem nie dałam się nabrać na „fałszywą” metę, jak w Justynowie), dostałam piękny medal, wodę, izotonik i miejsce na leżaku. I to było fajne :)

Bieg ten był trudny ze względu na temperaturę i późną porę dnia, ale też ze względu na zachowanie ludzi. Biegaczy – zatrzymujących się na środku, o czym już pisałam wcześniej. Ja się bardzo zamyślam biegnąc, wpadam w ciąg i niby patrzę przed siebie, ale patrzę zazwyczaj pod nogi. Biegnąc ulicą trzeba zwracać uwagę na krawężniki, szyny tramwajowe i inne niespodzianki, które mogą spowodować, że bieg ukończymy zbyt wcześnie i bez medalu. I jeśli ktoś przede mną biegnący jakiś czas płynnie i równo nagle się zatrzyma, przejdzie do marszu – mogę na takiego kogoś wpaść, za -nastym razem staje się to bardzo irytujące.

Ponadto na tym biegu doświadczyłam czegoś nowego ze strony „kibiców”. Ludzi, którzy stali obok jezdni i nie dopingowali, nie zagrzewali nas do biegu tylko marudzili, że: „po głowie może nam będą jeszcze biegać”, zastanawiali się „ile to tak można blokować ulicę”, komentowali, że „niech biegają, trochę schudną”. Na jednym ze skrzyżowań interweniował policjant, bo się piesi awanturowali, że mają zielone światło a nie mogą przejść na drugą stronę! Było mi naprawdę bardzo nieprzyjemnie słuchać tych wszystkich komentarzy… Nijak się tego nie daje porównać ze wspaniałym zachowaniem kibiców na półmaratonie w Warszawie, którzy masowo wylegli na ulice z różnymi sprzętami do kibicowania, zdzierali gardło krzycząc i śpiewając. Tam ludzie stojący na trasie dodawali mocy, tu – zdecydowanie mi ją odbierali.

0e4jkal3u85u7-horz

Nie ma jednak tego złego, co by nie miało przyjemnego zakończenia – po biegu spotkałam się ze swoimi znajomymi, wariatami biegowymi, poumawialiśmy się na kolejne starty, do domu dotarłam w doskonałym nastroju :) A nasza komoda wzbogaciła się tym razem nie o jeden medal, a o trzy, bo w tym biegu brał też udział nasz biegający od niedawna synek – debiut na 600 metrów i mąż – debiut w zawodach na 10 km :)

 Czas najwyższy pomyśleć o przyzwoitym wieszaku na medale!

  • Bardzo, bardzo gratuluję Wam udziału, aż się spociłem od upału, który opisałaś :) Gdy znajdziesz jakiś fajny wieszak… daj cynk :D Też się zastanawiam nad takim wynalazkiem…

    • Przyzwoity wieszak musisz zrobić sobie sam – my już zaczęliśmy – zrobię Ci foto instrukcję :)

      • Poproszę wpis na blogu o wieszaku na medale z foto instrukcją. :-) No co, na przyszłość mi się przyda. :-)

        • A wiesz, że wstępnie na tym jutrzejszym biegu miało nie być medali tylko jakiś dyplom do samodzielnego wydrukowania? Jakaś straszna afera i żenada była…

    • A co do upału – ja naprawdę źle znoszę takie temperatury… Męczę się nawet stojąc :D

  • Zazdroszczę Wam wspólnego biegania. Mój Mężczyzna nie chce. Jeszcze. :-) Ale dobrze, że chociaż rozumie moją potrzebę biegania. Kilka razy nawet mi towarzyszył, ja biegłam, on jechał obok na rowerze. :-) Świetna relacja. Cieszę się bardzo, że piszesz o bieganiu. Zawsze dostarczasz mi wiele emocji. A czasami ekstremalnych, jak wtedy z tym wkrętem. :-P Chciałbym biegać tak jak Ty. Jesteś moją kobiecą inspiracją biegową. :-)

    • Dziękuję Ci Basiu i uwierz, że takie słowa dopingują – cieszę się, że komuś w ten sposób mogę się przysłużyć – bieganie wtedy nabiera szerszego kontekstu. Biegam dla siebie, biegam charytatywnie, biegam dla Ciebie – jest tyle powodów do biegania! Mam nadzieję, naprawdę wielką, że kiedyś gdzieś się spotkamy na jakimś starcie!!! <3

      • Ja nawet mam pewność, że kiedyś się spotkamy. :-D Przecież nie może być inaczej. :-)

  • Moje wielkie Gratulacje dla Ciebie :). Podziwiam ludzi którzy są tak wytrwali i biorą udział w takich imprezach, jestem pod dużym wrażeniem.
    Pozdrawiam ciepło :)

    • Dziękuję :) Takie imprezy dodają dużo energii, ładuje się akumulatory, więc jak tylko mogę to latam :)