#12niecodziennych – Rzecz 4. McDonald’s.

Zabawa w robienie niecodziennych rzeczy trwa. Choć tak naprawdę dla mnie to nie jest zabawa w robienie tych rzeczy, tylko dostrzeganie, że się je robi, zabawa w obserwację tego co się robi i co się dzieje dookoła mnie. Codziennie staram się wyszukać wokół siebie coś niezwykłego, skupić na tym swoją uwagę. Bo przecież tak naprawdę ciągle przytrafiają mi się rzeczy niecodzienne!

Niezwykłą rzeczą, którą niedawno zobaczyłam jest rozmarzająca tafla pobliskiego stawu – nigdy jakoś do tej pory się nie zastanawiałam co się dzieje z taflą, gdy przychodzi odwilż. No bo co ciekawego może się z nią dziać? Nic. Zmienia się z powrotem w wodę i już. A tym razem było inaczej, woda spod tafli wyciekła kanałkiem, lód opadł pękając i osiadając na brzegach, odbijając promienie porannego słońca i tworząc niecodzienny widok. Krótkotrwały, następnego dnia już go prawie nie było:

DSC_0003-wp DSC_0004-wp DSC_0005-wp

A tym co na liście moich niecodziennych rzeczy ma numer cztery, jest wczorajsza wizyta w McDonald’sie. Nie jestem może jakimś zapamiętałym wrogiem tej „restauracji” ale omijam ją szerokim łukiem, bo uważam, że nie ma w niej nic wartościowego do jedzenia. Ale jak się ma dziecko, to trzeba się liczyć z tym, że czasem zabrzmi głośne

„mamo, tato, chodźmy na cheeseburgera!”

Zdarza nam się to tak rzadko, że poszliśmy i już. Po całości – na cheeseburgera, frytki i colę. W niedzielę. We wczesnej porze obiadowej. Brzmi jak mój najgorszy senny koszmar. Aż tak strasznie jednak nie było, wszyscy przeżyli i nikt się nie pochorował. Następny raz, mam nadzieję, nastąpi nie wcześniej niż w wakacje, po drodze w góry :)

Jeśli ktoś z Was zastanawia się, gdzie zgubiłam numer trzy to odpowiadam: nie zgubiłam. Po prostu jakoś nie mam weny na napisanie o nim posta. Nie wiem czemu bo w sumie nie jest to skomplikowana rzecz. Może dlatego, że robiłam ją dość długo?

A jak Wam idzie robienie niecodziennych rzeczy? Bawicie się też? Pozdrawiam!

12

  • Bawię się i niedługo o tym napiszę. :-) Niezłe tempo, miesiąc minął, a Ty już masz 4 rzeczy. :-D Kiedyś często zachodziłam do maca i zauważyłam, że im częściej, tym bardziej mi się potem chciało. Stąd moje podejrzenie, że uzależnia. :-) Ale od czasu do czasu nie zaszkodzi nikomu. Dziś na instagramie „Polska biega” widziałam burger, który miał w środku krowarzywa. :-) Niezła alternatywa dla tych co lubią burgery. :-) Czekam na opis tej trzeciej rzeczy. :-)

    • Ewa

      Uzależnia chyba to łechtanie punktu nagrody, bo takie wyjście do Maka kojarzy nam się z czymś wyjątkowym, niezwykłym, przyjemnym – nagrodą a przecież każdy lubi dostać nagrodę… Mnie nie bierze to żarcie, może dlatego, że jestem trochę na innym biegunie, bliżej mi do orkiszu, otrąb, muffinek, kolorowych koktajli i prawdziwej wędliny, którą robi mój mąż. Mój żołądek i punkt nagrody już tak łatwo się nie dadzą oszukać ;) Trzecia rzecz niebawem – nie jest bardzo wymyślna, ale budzi zaskoczenie nawet wśród tych,którzy mnie znają. O dziwo :D

  • Zapomniałam dodać, że uwielbiam takie widoki. :-D

    • Ewa

      A zauważyłaś, że trochę ten widok przypomina ten, który pokazywałaś ostatnio na insta? Mi się bardzo skojarzył :)

  • Świetna sprawa z tymi niecodziennymi rzeczami :) W sumie nie myślałam tak o tym. Piękne te Twoje zdjęcia z tą taflą lodu w blasku słońca :) a co do McDonalda to czasem można pozwolić sobie na chwilę niezdrowego jedzenia :)

    • Ewa

      Witaj :) Dziękuję za ciepłe słowo! Można, pewnie, że można czasem zjeść w McDonald’sie ale dzięki temu, że robię to rzadko jest to takie ekscytujące :D Ściskam!

  • Wszystko przyjmowane z umiarem jest dobre, nawet fast food :D

    • Ewa

      I frajda jest :) Jakbym jadła codziennie to bym na to wcale nie zwróciła uwagi najmniejszej :)

  • Bardzo podobne do innego wyzwania, w którym też biorę udział. Na to również się skuszę, tylko zrealizuję je po swojemu. Chyba zrobię z tego wyzwanie fotograficzne ;)

    • Ewa

      Interpretacja dowolna :) Ma być fajnie i niecodziennie!