#12niecodziennych na zakończenie roku 2016

wpis w: #12niecodziennych, Fotografia, Kuchnia, O mnie | 10

Witajcie w Nowym Roku!

To, że o wyzwaniu 12 niecodziennych rzeczy ostatnio nie piszę, to nie znaczy, że się nie dzieją :) Tylko ostatnio chyba troszkę mniej. Skończył się jednak rok 2016. i wypadałoby co nieco podgarnąć…

Wakacje przeleciały dość zwyczajnie – góry, góry, góry, choć – niecodzienne było to, że nie mieliśmy pogody – wyjątkowo, bo zazwyczaj mamy piękną pogodę, od wielu wielu lat. Poradziliśmy sobie z tym jednak i na przykład wybraliśmy się do kina. Pierwszy raz w życiu, będąc na urlopie – poszliśmy do kina! A kino było nie byle jakie – znacie kino Giewont w Zakopanem? Jeżeli nie – koniecznie zajrzyjcie. Czas się tam zatrzymał… wiele lat temu. Szczęśliwie chociaż sprzęt jest nowoczesny ;)

Pozostając w klimatach wakacyjnych – zdarzyło mi się zjeść niecodzienny obiad z dzieckiem w najlepszej restauracji pod słońcem – siedząc w parku na kocyku. Obiad zabrałam z domu w termosie, siedzieliśmy sobie pod drzewem przy fontannie, w której kąpały się dzieciaki, chlapiąc i krzycząc wniebogłosy. Upał był niemiłosierny, czas zatrzymał się w miejscu. Sytuacja sam w sobie niecodzienna, a dodatkowej pikanterii dodawał fakt, że nie miałam przy sobie telefonu, nie mogłam zrobić zdjęcia. Ta chwila pozostała tylko w naszej pamięci – wspominamy ją teraz idąc na basen przez zimowy park.

Spróbowałam kolejnych nowych rzeczy do jedzenia:
Szparagi. Albo ich nie lubię, albo sposób przygotowania nie trafił w mój gust – zrobię kolejne podejście w przyszłym sezonie.
Tofu. Smak może być, ale mój brzuch niestety tego nie polubił…

Trochę więcej niż zwykle chodziłam w spódnicach, a także zdarzyło mi się kilka razy ubrać sukienkę – między innymi tę, o której pisałam tutaj, a także czerwoną w groszki :)

A w Sylwestra – też rządziła spódnica. To, że byłam w kiecce na imprezie nikogo raczej nie zdziwi, ale to, że w spódnicy biegałam dziwi nawet mnie. Bardzo niecodzienne jest też to, że się przebrałam (Wonder Woman, ta w środku to ja), czego nie cierpię, ale postanowiłam troszkę się przełamać ;)

Tu widać mnie w „pełnej krasie” :D

W kwietniu pisałam Wam o tym, że zaczęłam znów czytać czasopisma. A w październiku pogłębiłam tę znajomość wykupując roczną prenumeratę Runner’s World, a także systematycznie kupuję magazyn „Trail. Krok do natury”.


Na zakończenie wakacji miałam też przyjemność spotkać się z koniem, pierwszy raz po kilkunastu latach. Było to jednocześnie pierwsze w życiu tak bliskie spotkanie z koniem dla mojego dziecka. I on, i klacz równie mocno byli sobą zainteresowani :)

A ostatnią niecodzienną rzeczą jaką zrobiłam w minionym roku, dokładnie 31 grudnia, to wegańskie muffiny. Ja i dieta wegańska nie mamy ze sobą nic wspólnego poza osobą Ani z bloga bezarchitekta.pl, i to właśnie ona zmobilizowała mnie do wybrania przepisu wegańskiego podczas przygotowywania muffinek na imprezę sylwestrową.

Zrobiłam muffinki dyniowe (oczywiście, że dyniowe!) z przepisu Eryka (erVegan). Wyszły świetnie, mają w zasadzie tylko trochę inną konsystencję od muffinek, które robiłam do tej pory.

Na tym kończę mój niecodzienny rok 2016, ale oczywiście niecodzienne rzeczy mam zamiar robić nadal. Takie malutkie, jak jedzenie szparagów i takie wielkie, jak moja zbiórka charytatywna, z której jestem naprawdę dumna. Na efekty moich działań możecie spojrzeć tutaj:

#biegamdobrze

– i oczywiście możecie dorzucić jakąś cegiełkę – dyszkę od siebie. Będzie mi bardzo miło :)

Kasiu – dziękuję Ci za tę akcję i życzę Ci wspaniałego, niebanalnego roku 2017! Ściskam!

Was zachęcam do takiej zabawy, to naprawdę przyjemne przyjrzeć się swojej codziennej rutynie i odkryć w niej rzeczy niecodzienne, które ubarwiają nasze życie, a które czasami niestety przemykają niezauważone i niedocenione.

O innych moich niecodziennych rzeczach możecie poczytać tutaj:

http://przygodayvette.pl/category/wyzwania/12niecodziennych/

A tu jest podsumowanie Kasi, autorki wyzwania- koniecznie poczytajcie o niecodziennych rzeczach jej i innych dziewczyn!

http://drogadominimalizmu.pl/2017/01/12-niecodziennych-rzeczy-podsumowanie-roku/

 

  • Kurcze wszystko co piszesz jest takie hygge :) bardzo bardzo mi się podoba zwracanie uwagi na drobiazgi te małe i te trochę większe, wtedy zycie jest o wiele wiele bogatsze i intensywniejsze :D Brawo Ewa!!! :*

  • Groszki są boskie, szczególnie czerwone. Konie mnie zawsze onieśmielają, ale mam i ja takie doświadczenia, w końcu żyje się tylko raz. Muffiny wyglądają świetnie, jak w smaku? Ja na Sylwka piekłam ciasteczka dyniowe, kruche z rodzynkami – rodzina je dojada :) A i Ewa, podziwiam cię za te biegowe szaleństwo -jest moc. Buziaki noworoczne :)

    • W groszkach się zakochałam :) Koń onieśmiela, bo jest wielki i trudno się go nie bać, ale generalnie to fajne zwierzaki. Muffiny w smaku genialne, bo maja dużo cynamonu i gałki muszkatołowej, a ja lubię taki zestaw przypraw, te wegańskie są tylko nieco suchsze niż moje klasyczne. Biegowe szaleństwo mnie pochłonęło całkowicie.
      Podasz mi przepis na dyniowe ciasteczka?
      Ściskam!!

  • Posiłek pod chmurką, bez telefonu, bez presji… Super sprawa, warto sobie przypomnieć, jakie to uczucie;)
    Kurde, konno nie jeździłam ze 20 lat, nie wiem czy teraz dałabym radę wdrapać się na konia;)

    • Och, ten obiad to naprawdę było coś! Spontanicznie, przyjemnie – kwintesencja lata i luzu :)
      Co do konia – gwarantuję Ci, że tak! Ja miałam ogromne obawy, a okazało się, że dużo pamiętam, co niestety okazało się słabym ogniwem – kiedyś uczyłam się jeździć konno „klasykiem”, a koń ze zdjęcia to koń rasy westernowej, ma westernowe siodło i „obsługuje” się go kompletnie inaczej! Sporo czasu zajęło, zanim się ze sobą dogadaliśmy :D :D :D

      P.S.
      Może to obciachowe, ale wsiadałam na tę klaczkę ze stołeczka… :D

  • To dzięki Tobie wzięłam udział w tym wyzwaniu. :-) I dzięki Tobie trafiłam na bloga Kasi. I nieważne że nie prowadziłam regularnych notatek. Całą akcję uważam za świetny pomysł i oczywiście zamierzam kontynuować w obecnym roku. Czy będzie 12, czy więcej czy mniej, ważne żeby w tej codzienności, czasami trochę przytłaczajacej, poczuć się niecodziennie. :-) A Twój rok był po prostu rewelacyjny! I oby 2017 był równie udany ( oczywiście bez kontuzji i bez chorób) :-)
    Ps. Szparagi są przereklamowane. :-)

    • Bardzo się cieszę, że też brałaś udział w tym wyzwaniu i mam nadzieję, że też pozostanie z Tobą na dłużej :)
      P.S.
      Co do szparagów – chyba się muszę zgodzić :D