#12niecodziennych – Maj

wpis w: #12niecodziennych | 14

Maj to chyba mój ulubiony miesiąc – nie tylko dlatego, że to mój miesiąc urodzinowy. Robi się pięknie na świecie, wszystko kwitnie, a i temperatura zaczyna nas troszkę rozpieszczać po długich zimnych miesiącach. Choć czasem przesadza z tym rozpieszczaniem – jak dla mnie mogłaby się zatrzymać w okolicach 20-22ºC.

Ten maj przeleciał mi jednak niesamowicie szybko, nie zdążyłam się nim nacieszyć i nasycić. Za to narobiłam strasznie dużo kilometrów – w biegu, na pieszo, na rowerze i… samolotem. To najważniejsza niecodzienna rzecz jaka się zdarzyła. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem i było to dla mnie wielkie przeżycie. Tym bardziej, że ten pierwszy lot odbył się już po zmroku. Zamawiając bilety w ogóle na to nie zwracaliśmy uwagi, ważna była data wylotu i cena – wiadomo. A już na lotnisku zaczęło mi być nieswojo… W samolocie poczułam się jak w puszce, na zewnątrz nic nie było widać, a na wysokości 10 tysięcy metrów przypomniało mi się, że… mam lęk wysokości… Na szczęście udało mi się mój atak paniki przeżyć wewnętrznie, bez ujawniania lęków wszystkim pasażerom (na pokładzie też było ciemno i może nikt nie zauważył, że jestem zielona). Przy każdym silniejszym drżeniu maszyny, wprawiającym mnie w stan przedomdleniowy, oblewając się zimnym potem przypominałam sobie w myślach wszystko co wiem na temat prądów powietrznych, komputerów pokładowych, symulatorów na których piloci się uczą zachowania w różnych sytuacjach, wież kontrolnych, w których siedzą ludzie i wszystko widzą na swoich ekranikach, i tak dalej… I starałam się nie słuchać wyluzowanego synka paplającego z sąsiadem o katastrofie i awaryjnym lądowaniu. Moment lądowania, zetknięcia się kół z ziemią był dla mnie cudowny, choć podobno wcale nie był jakoś bardzo delikatny. Nieważne – ważne, że już było PO :) Za to z powrotem lecieliśmy za dnia – na dole padało i było szaro, jak to w Anglii podobno bywa często, ale na górze było naprawdę pięknie i zniosłam lot o wiele, wiele lepiej. Nawet wpadłam na pomysł włączenia zegarka i obserwowania prędkości, wysokości i dystansu. Zawsze to jakieś zajęcie – na czytaniu kompletnie nie potrafiłam się skupić a słuchawki do telefonu schowałam tak porządnie, że za nic nie mogłam ich znaleźć :)

Kolejną niecodzienną dla mnie rzeczą, również związaną z komunikacją, jest pojawienie się w mim mieście roweru publicznego. Czekałam na ten moment odkąd dowiedziałam się, że coś takiego istnieje, bo nie posiadam roweru i prawdopodobnie długo nie będę posiadać, ze względów „lokalowych”. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić rower wiszący na ścianie w dużym pokoju :) Już kilka dni po zainstalowaniu rowerów w Łodzi znalazłam sobie pretekst do przejażdżki. Cudowne uczucie! Rowery do najlżejszych nie należą i wiele osób marudzi, że to nie działa a tamto jest jakieś takie a ja jestem zachwycona. Mam kolejny środek lokomocji i mam zamiar z niego korzystać, jak tylko będę mieć okazję :)

Ostatnia rzecz to sukienka. Wymieniam ją jako ostatnią, choć tak naprawdę była w maju pierwsza, ale tym razem zastosowałam kolejność według ważności. Nie jestem typem sukienkowym, czasem tylko, dość rzadko, zdarzy mi się założyć spódnicę. Lubię chodzić w spodniach, lubię czuć się swobodnie i wygodnie ale od urlopu spędzonego w Łebie (2014r.) zachciało mi się mieć sukienkę. Dzianinową, prostą. No i rozglądałam się to tu, to tam, ale albo nie taka, albo siaka, albo za droga, albo nie było jak przymierzyć… A teraz mnie znalazła ta sukienka – leżała sobie w Lidlu, kosztowała 25zł i miała napis KUP MNIE. Mała czarna, prosta, za niewielkie pieniądze – na test, czy ja w ogóle chcę to nosić – idealna. Kupiłam. Na razie jeszcze nie ubrałam, rozmawiam z nią tylko póki co :) Poluję jednak na kolejną sukienkę, ponieważ w lipcu szykuje nam się wesele – w Oxfordzie wypatrzyłam piękną, na manekinie stojącym na wystawie, ale nie było sprzyjających okoliczności do mierzenia:

13231280_1297487433614107_379370095_n

Ach, doświadczyłam jeszcze czegoś związanego z komunikacją, czegoś całkiem niecodziennego – ruchu lewostronnego! To jest dopiero szaleństwo! Każde przejście na drugą stronę ulicy wiązało się z tym, że musiałam patrzeć w obie strony dwa razy uważniej i bardzo się zastanawiać, która jest prawa a która lewa, bo jak większość kobiet wyróżniam stronę prawą i tę drugą prawą :D

Serdecznie Was pozdrawiam i życzę Wam pięknego, niezwykłego czerwca!

12

  • Same ekstrasy w tym maju ? W sukience będziesz wygląd pięknie, nie mogę sie doczekać kiedy ja włożysz :)))))

    • Się okaże, hihi :) Na razie ciągle jakoś „nie mam okazji” :D

  • Gratuluję odwagi w zbieraniu nowych doświadczeń! Osobiście uwielbiam latać samolotem, traktuję to jak rollercoaster w parku rozrywki ;)

    • Dziękuję Kasiu! Ja niestety nie lubię takich atrakcji jak huśtawki, karuzele i rollercoastery – kręci mi się w głowie i wcale mnie to nie bawi. Ale samolot to środek do osiągnięcia wyższego celu jak zwiedzanie pięknych, nowych miejsc – trzeba było się poświęcić :D

  • To ja zacznę od końca. Do sukienek mam podobne podejście, czyli nie przepadam. :-) Spodnie to są spodnie, wygodne, praktyczne, można w nich wszędzie usiąść. Jestem typem osoby co lubi przysiąść na schodku, na drzewie, na poręczy,na trawie. :-) Sukienka jakby w tym nie bardzo pomaga. :-)
    Rower publicznyczny uważam za genialny wynalazek. Często korzystałam w Warszawie, to nic że ciężki, dałam radę wnieść po schodach. :-) Czasami coś się zacina ale infolinia działa bezproblemowo, wszystko można zgłosić.
    Samolot? Ja nigdy nie miałam okazji. Ale bardzo chcę. To musi być przeżycie. :-)
    Świetny miesiąc oby tak dalej. :-)

    • Dzięki Basiu! Ja tam uważam, że jak coś jest darmowe / za niewielkie pieniądze, to nie ma co narzekać. Jak któryś rower mi nie pasuje to odstawiam i biorę drugi, żaden problem przecież. No i trzeba zgłaszać awarie, ekipy jeżdżą non stop. Sukienki…. No właśnie. Napisałaś wszystko w tym temacie. Kwestia ładnych czy brzydkich nóg schodzi na drugi plan, bo to jednak ta wygoda jest najważniejsza :)

  • Bardzo fajny post :) Zawsze warto próbować nowych rzeczy i walczyć ze swoimi słabościami i lękami.
    Pozdrawiam ciepło :)

    • Dziękuję Aniu :) A jeszcze fajniej, jak się to robi świadomie i dużą przyjemnością :D

  • Rowery!! <3 Fajnie ze nareszcie są i w Łodzi:)
    Ja sukienek też nie noszę ale kilka w szafie mam ;)
    OO- czyj ślub w Oxfordzie?? :)
    ps.A latać uwielbiam! :)

    • Ślub w Łodzi – tylko ta sukienka wisiała w Oxfordzie na wystawie :)
      Rowery łódzkie uwielbiam i korzystam ile mogę!
      Latanie lubię… wspominać :D patrząc na samoloty z ziemi :D

      • AA!! Nie zajarzyłam ;)
        E tam- może kiedyś się zakochasz w lataniu ;)