#12niecodziennych – Kwiecień

wpis w: #12niecodziennych, Bieganie | 9

Witam Was serdecznie w maju, po kilkudniowej przerwie. Majówka minęła bezpowrotnie, miałam nadzieję, że coś „podgonię”, ale szczęśliwie udało mi się nic nie podgonić, a w zamian wyjątkowo dużo spacerować, biegać i korzystać z wiosny. Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie kwietniowe, bo przecież wyzwanie #12niecodziennych cały czas trwa. W zasadzie przestało być już dla mnie wyzwaniem, wyszukiwanie mniejszych i większych niezwykłości stało się czymś codziennym, a liczba „12” jest zdecydowanie za mała :)

Rzecz 11.

W kwietniu nabyłam kilka ważnych dla mnie, nowych doświadczeń. Jednym z nich była manifestacja KODu. Niespecjalnie interesuję się polityką, jestem kiepska z historii, natomiast czuję zaniepokojenie związane z tym, co aktualnie dzieje się na naszej scenie politycznej. Trochę więcej na ten temat czytam, trochę mniej omijam informacje w wiadomościach – a niektóre z nich spowodowały, że poczułam impuls do zrobienia czegoś więcej, do pójścia na manifestację. Traf chciał, że odbywała się kilka godzin po biegu DOZ i przejście tych kilku kilometrów było dla mnie sporym wyzwaniem z powodu zmęczenia i potężnych pęcherzy na stopach, ale to nic. Ten moment był tego wart, zobaczyłam z bliska ludzi naprawdę mocno zaangażowanych w to co robią, poczułam siłę tłumu, poczułam, że robię coś pożytecznego. Coś więcej, niż tylko głosowanie w wyborach.

0glzyxdsoohru-wp

Rzecz 12.
Kolejnym niecodziennym zdarzeniem było rozpoczęcie treningów biegowych z dzieckiem. Za każdym razem, gdy biorę lub bierzemy udział w jakimś biegu zorganizowanym, staramy się zabrać ze sobą synka, żeby zobaczył co się dzieje, jak się ludzie fajnie bawią biegając. Że biegają też dzieci. I że dostaje się medale niezależnie od wyniku, że każdy wysiłek jest doceniony. A ponieważ bieganie jest zaraźliwe, wirus nie mógł go pominąć – któregoś dnia zadał mi proste pytanie, na które cierpliwie czekałam i nie było dla mnie zaskoczeniem:

– mamo, a nauczysz mnie biegać?

Temat biegania z dzieckiem na pewno rozwinę w innym poście, natomiast teraz zdradzę tylko, że od 19 kwietnia biegamy razem dwa razy w tygodniu i mamy przy tym dużo frajdy!

I ostatnia rzecz, 13. – wzięłam udział w warsztatach Taijiquan (taj czi czuan). Co to jest? Oto opis ze strony wydarzenia:

Czym jest Taijiquan? Jest bardzo wiele definicji. Taijiquan to tradycyjna wewnętrzna sztuka walki, a zarazem medytacja w ruchu, ćwiczenia dla ciała i ducha, ćwiczenia poprawiające krążenie energii witalnej, chińska sztuka poruszania się, ćwiczenia równoważące Jin i Yang.
Taijiquan to zdrowy ruch, od lat potwierdzają to naukowcy w swoich badaniach. Chińczycy od wieków polecają ćwiczenie Taijiquan (taj czi czuan) i Qi Gong (czi kung) jako sposób na długowieczność i zdrowe życie. Tradycyjnie Chińczycy zaczynają dzień od ćwiczeń w parach. Ćwiczą młodzi i starzy, ćwiczą w miastach i na wsiach. Prawidłowe wykonywanie ruchów w taijiquan daje efekt zdrowotny i poprawia samopoczucie. Ćwicząc Taijiquan (taj czi czuan) poszukujemy w sobie równowagi między ruchem, bezruchem, napięciem i rozluźnieniem, wdechem i wydechem. Harmonijny ruch połączony z łagodnym rytmicznym oddychaniem i psycho – fizycznym relaksem działa dobroczynnie na ludzi w każdym wieku. W Chinach ćwiczą zarówno osoby starsze jak i młodsze a nawet dzieci. Systematyczne wykonywanie sekwencji ruchowych zwanych formami poprawia gibkość i ruchomość stawów, kręgosłupa, wpływa korzystnie na układ oddychania, wzmacnia mięsień sercowy, narządy wewnętrzne, tonizuje układ nerwowy, poprawia nastrój, dając zadowolenie i poczucie radości życia.

Od bardzo, bardzo dawna miałam ochotę pójść na takie zajęcia, ale – albo za daleko, albo termin nie taki, albo za drogo, albo sama nie chciałam, bo się wstydziłam… A teraz mając okazję i towarzystwo, postanowiłam wreszcie to zrobić. Grupa liczyła kilkanaście osób w przeróżnym wieku, o różnym stopniu zaawansowania. Pewnie, że czułam się trochę jak słoń w składzie porcelany, bo sekwencje ruchów, których się uczyliśmy były dla mnie czymś absolutnie nowym, ale bardzo mi się podobało. Zawsze bardzo mnie fascynowały i pociągały wszelkie grupowe układy choreograficzne, a możliwość wzięcia udziału w takim układzie była naprawdę fantastyczna! A przy tym – ten spokój ruchów i harmonia… Polecam każdemu!!

I słowo komentarza do zdjęcia – część form, które ćwiczyliśmy na warsztatach, była z mieczem. Ja, rzecz jasna, żadnego miecza ze sobą nie przyniosłam. W końcu na co dzień nie chodzi się z mieczem po mieście! Ale w zamian dostałam różową parasolkę i z powodzeniem oraz dużą radością wykonywałam rożnego rodzaju cięcia i pchnięcia w kierunku niewidzialnego przeciwnika :)

13095965_1283674378328746_3375880528558178324_n (1)

Na koniec dodam jeszcze, że wzięłam sobie do serca niecodzienną rzecz, którą w lutym opisała Myślicielka z bloga Change Life – zaczęła w zwykły dzień używać kieliszków na specjalne okazje (post o tym TUTAJ). Ja idąc za tym przykładem zaczęłam częściej używać „świątecznych” sztućców. Choćby wtedy, kiedy do mojego synka przychodzi kolega. W końcu to też święto. Bo święta to stan umysłu :D

Pozdrawiam cieplutko!

12